Podejrzenia padły na paparazzich. Tylko nam Marta wyznała, że jej przyjaciółka jadąca wtedy tramwajem, z którym zderzyła się aktorka, widziała zwykłego przechodnia, który ją filmował!
Najśmieszniejsze jest to, że moja koleżanka, która jechała tym tramwajem mówiła, że stał jakiś gościu po drugiej stronie skrzyżowania i nagrywał to. Cieszę się, że i tak mało tych zdjęć wyszło, bo byłam w ciężkim szoku. Wysiadłam z samochodu wysiadłam na ulicy płakałam ryczałam, byłam w bardzo złym stanie. Szczęście w nieszczęściu, że tak mało tych zdjęć było- powiedziała Marta Wierzbicka JastrząbPost