TYLKO U NAS. Czadoman wrócił z Dubaju tuż przed atakami. "Miałem grubego farta"
Paweł Dudek, znany na scenie disco polo jako Czadoman, wrócił do Polski z Dubaju na krótko przed tym, jak miasto stało się celem irańskich ataków. W rozmowie z naszą redakcją nie ukrywał, że miał dużo szczęścia. Zdradził także, co było powodem, jak się okazało szczęśliwego, powrotu do ojczyzny.
Po atakach na Zjednoczone Emiraty Arabskie, ulice Dubaju opustoszały. Miasto, które znane jest jako jeden z turystycznych klejnotów świata, opustoszało. Nie wszystkim udało się w porę wylecieć z Dubaju, na miejscu utknął między innymi Robert Klatt z zespołu Classic. Inny gwiazdor disco polo szczęśliwie wrócił do Polski niedługo przed zamknięciem przestrzeni powietrznej.
Krzysztof Rutkowski planuję wyprowadzkę z Polski? Kupił apartament w Dubaju. Metraż robi wrażenie!
Czadoman miał wiele szczęścia. Wrócił z Dubaju na krótko przed atakami
Czadoman na swoim profilu na Instagramie chwalił się luksusowymi wakacjami w Dubaju. Na szczęście udało mu się wrócić do Polski zanim zamknięto przestrzeń powietrzną, a przebywanie w mieście zaczęło wiązać z niebezpieczeństwem. W rozmowie z nami przyznał, że szczęśliwie to artystyczne obowiązki sprowadziły go do kraju. - Można powiedzieć, że miałem grubego farta. Wróciłem w piątek wieczorem do domu, bo miałem koncerty do zagrania. Gdyby nie to, to pewnie byśmy zostali, a tak to scena mnie uratowała - skomentował Paweł Dudek.
ZOBACZ TAKŻE: Marcelina Zawadzka ponownie zabrała głos z Dubaju. Napisała o "głośnych hukach w powietrzu"
Polski raper pokazał zniszczenia w Dubaju
Sytuację w Dubaju w mediach społecznościowych opisywał raper TPS, który utknął w mieście. Opisywał znieszczenia i opowiadało o mocno dyskusyjnym sposobie na redukcję stresu. - m jestem bardziej pijany, tym jestem bardziej bezpieczny - opowiadał. Z kolei Robert Klatt z zespołu Classic narzekał na działania polskiego rządu. - Nic nie otrzymałem, nie było żadnej informacji poza przyjęciem zgłoszenia do Odyseusza. Jak słychać wybuchy, to nie wiadomo, gdzie się chować. Nie ma sygnałów alarmowych, raz otrzymaliśmy powiadomienie na telefon. Jak słyszysz polski język na ulicy, to wymieniamy się szczątkowymi informacjami, bo nikt nic nie wie. W imię zasady: "Jak masz liczyć na kogoś, to licz na siebie", rząd nie robi nic. Totalna olewka - opowiadał.
-