Jan Kulczyk zmarł w wyniku drobnego zabiegu kardiologicznego. Lada chwila miał wyjść z wiedeńskiego szpitala. Niestety już go nie zobaczymy na żadnej konferencji, gdzie jego przemowy porywały tłumy. Wielokrotnie był nazywany "polskim Stevem Jobsem"
Cały czas był niezwykle aktywny. Jego kalendarz by przepełniony spotkaniami biznesowymi
Współpracownicy o Janie Kulczyku mówią zgodnie: "nigdy nie odpoczywał". W chwilach wolnych zawsze szukał pretekstu, żeby omówić jeden z analizowanych biznesów. Nawet podczas rejsu swoim nowym 87-metrowym jachtem „Feniks 2" przeglądał firmowe papiery, a z zaproszonymi gośćmi budował ciepłe relacje.