Moi drodzy, mamy tu spór śląsko-warszawski, aż mnie zamurowało! Otóż koleżanka z miasta stołecznego mówi, że pierwsze słyszy o prezentach wielkanocnych „od zajączka” i że to musi być jakaś śląska tradycja. Na co ja jej, spokojnie i kulturalnie, przecież mnie znacie, że się nie zna, nie miała dzieciństwa, a rodzice jej nie kochali. A tak serio: w Waszych rodzinach dzieci dostawały prezenty na Wielkanoc? Kamon, przecież to tak oczywiste, jak choinka na Boże Narodzenie, jak tort na urodziny, jak wąż na weselu, jak Mandaryna na sylwestra! PRAWDA?
W komentarzach obserwujący zaczęli dyskusję - Wielkanoc z prezentami czy bez prezentów? Jak się okazuje, co region to inna tradycja:
- Dzieci z opolskiego są i były szczęśliwe, prezenty od Zajączka to konieczność
- U mnie nigdy nie było na Wielkanoc „typowych” prezentów, słodycze owszem, ale nic więcej. Moje koleżanki też nic z tej okazji nie dostawały, jakoś nie było takiego zwyczaju. A z zachodniopomorskiego jestem
- U mnie na Mazurach dostawało się prezenty od rodziców chrzestnych., był to tzw,. „Wykup”, chociaż powinien być przekup
- Zając musi być ! Mało tego nie na tacy podany, ale pochowany w ogródku żeby dzieciaki szukały prezentów. No ale my ze Śląska
A jak to wygląda u Was w domu? Praktykowana jest tradycja prezentu od Zajączka czy raczej nie?