Kinga Rusin i Marek Kujawa od ponad półtora miesiąca są w intensywnej podróży po Azji. Po wizytach w Malezji, Singapurze, Brunei oraz Pekinie przyszedł czas na kolejny przystanek. Jak się okazuje, kierunek wyprawy do samego końca owiany był ścisłą tajemnicą.
WIDEOKonflikt wokół nowej części "Nigdy w życiu" się zaostrza. Jabłczyńska kontra Grochola
Zaskakująca decyzja na lotnisku. Marek Kujawa uknuł plan za jej plecami
Dopiero tuż przed wejściem do samolotu dziennikarka dowiedziała się, co zaplanował jej ukochany. O wszystkim poinformowała swoich obserwatorów w mediach społecznościowych:
Dopiero na lotnisku w Pekinie Marek powiedział mi, dokąd ostatecznie teraz lecimy! Kirgistan! YEEE! – relacjonowała podekscytowana na Instagramie.
Wycieczka Kingi Rusin. Na miejscu czekają... butle z tlenem
Choć wyjazd do Kirgistanu od dawna był marzeniem gwiazdy TVN, wcześniej wykreślono go z planów z bardzo konkretnego powodu – Rusin zmaga się z chorobą wysokościową. Marek Kujawa postanowił jednak zadbać o każdy szczegół, by podróż była bezpieczna.
Niby były takie plany, ale ze względu na moje problemy z chorobą wysokościową gdzieś po drodze upadły. Teraz Marek twierdzi, że tak wszystko zaplanował i po cichu zorganizował żeby się udało (...) Na miejscu czekają na nas nawet... przenośne małe butle z tlenem (w razie czego)! – ujawniła Rusin.
"Mam obawy". Problemy z jedzeniem i koszmarne drogi
Mimo ogromnej radości, Kinga Rusin nie ukrywa, że wyprawa wiąże się z ogromnym stresem i lękiem. Kirgistan to surowy kierunek, a długa podróż daje się gwieździe we znaki. Co więcej, spore wyzwanie stanowi lokalna kuchnia oraz stan infrastruktury.
Mega się cieszę! Ale jednocześnie mam obawy. Podobno nie ma w Kirgistanie przyzwoitych hoteli i je się tu głównie mięso! Nie wiem, czy dam radę dwa tygodnie pociągnąć na chlebie i puszkach rybnych... Dodatkowo za nami już ponad 1,5 miesiąca w nieustannej podróży (...) jestem już "trochę" zmęczona, a tu przede mną same wyzwania! – wyznała szczera do bólu dziennikarka.
Trudności pojawiły się natychmiast po wylądowaniu na południu kraju, gdy para ruszyła prosto w stronę granicy z Tadżykistanem. Rusin zwróciła uwagę na uderzający kontrast między zjawiskową przyrodą a ekstremalnymi warunkami drogowymi.
Oby tylko zdrowie dopisało i samochód się nie popsuł na stromym podjeździe a już widzę, że czeka nas kolejna "przygoda życia" – podsumowała na swoim profilu.