Szukaj

Kinga Rusin odpowiada hejterom: „Setki dziennikarzy marzą, żeby dostać się na tę imprezę”

Kinga Rusin jest ostatnio w centrum uwagi. Opublikowała unikatowe zdjęcie z Adele z afterparty po Oscarach, a następnie je usunęła. Wokół całej sytuacji zrobiła się niezła burza, uruchomili się hejterzy. Dziennikarka postanowiła im odpowiedzieć. Co napisała?
Kinga Rusin tłumaczy się z foty z Adele

Kinga Rusin tłumaczy się z foty z Adele

Medialne szaleństwo wokół Kingi Rusin i jej zdjęcia z Adele trwa. Dziennikarka wyjechała na tegoroczną galę oscarową i wzięła udział w elitarnej imprezie u Beyonce i Jaya-Z. Na miejscu nie brakowało największych gwiazd, wspomnianej już Adele, Charlize Theron, Rihannę, czy Bradley’a Coopera.

Udało jej się zrobić ekskluzywne zdjęcie z brytyjską piosenkarką, opublikowała je w sieci z obszerną relacją z imprezy i zaczęło się. Fani udostępniali fotografię, kolorowa praca publikowała je na okładkach. Rusin musiała odpowiadać na setki wiadomości. Postanowiła więc skasować post. Niestety na tym się nie skończyło.

Kinga Rusin tłumaczy się ze zdjęcia z Adele. Co napisała?

Kinga Rusin od czasu publikacji nie zaznała chwili spokoju. Teraz ponownie postanowiła się odnieść do swojego usuniętego już postu. Napisała obszerny komentarz. Jest on odpowiedzią na zarzuty, że cała ta historia to jej wymysł.

Siedzę przed komputerem w L.A. i zaśmiewam się z memów powstałych na kanwie mojej relacji. Tak, moje przygody były jak z bajki i są wręcz niewiarygodne. Sama mam ochotę te memy tworzyć. Ale najśmieszniejsze jest to, że to co opisałam jest prawdą. Życie tworzy niesamowite scenariusze. Nie wierzycie? Niech będzie, że mi się przyśniło, jeśli oczywiście lepiej się poczujecie – zaczęła wywód.

Opowiedziała przede wszystkim na hejt, jaki się na nią wylał, za rzekomą niedyskrecję, którą wykazała się, kiedy pisała relację z imprezy Jaya-Z i Beyonce. Wyjaśniła, że działała zgodnie z zasadami dziennikarskimi i nikogo dóbr nie naruszyła.

Bardzo mnie cieszy, że tak wielu cztelników portali plotkarskich tak gwałtownie zaczęło wyznawać umiłowanie do prywatności…celebrytów. A hejterzy zaczęli opowiadać o moralności. Cuda po prostu. Nagle mikro relacja z udziału w imprezie gwiazd wywołała dyskusję o tym co wolno, a czego nie wolno dziennikarzowi. Otóż spieszę z wyjaśnieniem, że kwestia ta jest mocniej uregulowana w Kalifornii niż w Polsce. Są to reguły surowe, ale w ich ramach dziennikarz może działać i zbierać informacje, materiały oraz je publikować.

Jej relacja miała być opisem jej własnych przeżyć na imprezie, Kinga Rusin z wyczuciem i subtelnie oddała klimat ekskluzywnej imprezy, na której było dane jej się znaleźć.

Dlatego bardzo ostrożnie pisałam tę relację insiderską, aby działać zgodnie z regułami. Było to o tyle łatwe, że nie interesują mnie bardzo chronione intymne szczegóły relacji osobistych gwiazd showbiznesu, zasłyszane informacje prywatne, a tym bardziej ich przekazywanie (to robią brukowce). Przyjęłam w naturalny sposób inny cel: postanowiłam oddać klimat imprezy głównie poprzez pokazanie moich własnych przeżyć, a nie cudzych. Nie wchodząc w dalsze wywody, wszystko jest zgodne z dziennikarskimi regułami gry w USA.

Zwierzyła się też, że jej udział w afterparty z tyloma gwiazdami, był marzeniem wielu dziennikarzy z całego świata, a także doceniła fakt, że jej się to udało. Dzięki temu przeżyła coś wspaniałego i zrobiła ekskluzywną fotografię, która jest clue całej sprawy.

To oczywiste, że osoby znane w ogóle nie chcą by na ich imprezach byli dziennikarze. I oczywiście, setki dziennikarzy (z kilkoma rozmawiałam) z całego świata marzyło, aby się dostać na tę imprezę. To wspaniałe, że mi się udało. Efektem tego była nie tylko cudowna noc, ale również super zdjęcie, które obiegło, jak się okazuje, cały świat.

Kinga Rusin zdaje sobie też sprawę, że nie wszystkim spodobał się jej tekst. Jest doświadczoną dziennikarką, więc wie także, że za niektóre publikacje trzeba słono zapłacić. Jej nie zabrakło odwagi, a nagrodą zaproszenia na wywiady.

Oczywiście naraziłam się wielu osobom w Los Angeles takim materiałem. Ale taka jest cena pisania tekstów insiderskich. I trzeba trochę odwagi. Dziennikarze cały czas wszystkim się narażają. Bardziej narażam się myśliwym czy Ministerstwu Środowiska. Więc na pewno nie będę się przejmować zakazem wstępu na imprezy w USA. A miłą nagrodą są zaproszenia udzielenia wywiadów w światowych telewizjach.

View this post on Instagram

Siedzę przed komputerem w L.A. i zaśmiewam się z memów powstałych na kanwie mojej relacji. Tak, moje przygody były jak z bajki i są wręcz niewiarygodne. Sama mam ochotę te memy tworzyć. Ale najśmieszniejsze jest to, że to co opisałam jest prawdą. Życie tworzy niesamowite scenariusze. Nie wierzycie? Niech będzie, że mi się przyśniło, jeśli oczywiście lepiej się poczujecie. Bardzo mnie cieszy, że tak wielu cztelników portali plotkarskich tak gwałtownie zaczęło wyznawać umiłowanie do prywatności… celebrytów. A hejterzy zaczęli opowiadać o moralności. Cuda po prostu. Nagle mikro relacja z udziału w imprezie gwiazd wywołała dyskusję o tym co wolno, a czego nie wolno dziennikarzowi. Otóż spieszę z wyjaśnieniem, że kwestia ta jest mocniej uregulowana w Kalifornii niż w Polsce. Są to reguły surowe, ale w ich ramach dziennikarz może działać i zbierać informacje, materiały oraz je publikować. Dlatego bardzo ostrożnie pisałam tę relację insiderską, aby działać zgodnie z regułami. Było to o tyle łatwe, że nie interesują mnie bardzo chronione intymne szczegóły relacji osobistych gwiazd showbiznesu, zasłyszane informacje prywatne, a tym bardziej ich przekazywanie (to robią brukowce). Przyjęłam w naturalny  sposób inny cel: postanowiłam oddać klimat imprezy głównie poprzez pokazanie moich własnych przeżyć, a nie cudzych. Nie wchodząc w dalsze wywody, wszystko jest zgodne z dziennikarskimi regułami gry w USA. To oczywiste, że osoby znane w ogóle nie chcą by na ich imprezach byli dziennikarze. I oczywiście, setki dziennikarzy (z kilkoma rozmawiałam) z całego świata marzyło, aby się dostać na tę imprezę. To wspaniałe, że mi się udało. Efektem tego była nie tylko cudowna noc, ale również super zdjęcie, które obiegło, jak się okazuje, cały świat. Oczywiście naraziłam się wielu osobom w Los Angeles takim materiałem. Ale taka jest cena pisania tekstów insiderskich. I trzeba trochę odwagi. Dziennikarze cały czas wszystkim się narażają. Bardziej narażam się myśliwym czy Ministerstwu Środowiska. Więc na pewno nie będę się przejmować zakazem wstępu na imprezy w USA. A miłą nagrodą są zaproszenia udzielenia wywiadów w światowych telewizjach.

A post shared by Kinga Rusin- Official Profile (@kingarusin) on

Kinga Rusin jak zawsze z klasą dała odpór hejterom. Jej postawa zasługuje na podziw, a nie negację. Dzięki dziennikarstwu dyskretnemu, ale odważnemu, możemy cieszyć się relacjami zza normalnie zamkniętych drzwi.

Zdaje się, że nie tylko dziennikarze z całego świta chcieliby się znaleźć na jej miejscu, ale także wszyscy ci, którzy zajęli się krytyką jej postu.

Komentarz znalazł bardzo pozytywny odzew wśród internautów. Wspierają dziennikarkę i życzą jeszcze wielu takich imprez i niezwykle udanych relacji.


Kinga Rusin tłumaczy się ze zdjęcia z Adele

Kinga Rusin tłumaczy się ze zdjęcia z Adele

Adele i Kinga Rusin razem na imprezie

Adele i Kinga Rusin razem na imprezie

Kinga Rusin z Adele na czołówce DailyMail

Kinga Rusin z Adele na czołówce DailyMail

Polecane dla Ciebie

Może Cię zainteresować

Najczęściej czytane dziś

×