W poniedziałek syn Krawczyka stawił się w sądzie, gdzie jest procedowana sprawa spadkowa. Przed tym udzielił wywiadu tabloidowi Fakt, w którym przekonywał, że jego kondycja zdrowotna i finansowa jest tragiczna.
Bardziej mnie martwi stan mojego zdrowia, bo niestety dzieje się coraz gorzej – powiedział chory na padaczkę mężczyzna – Mimo że żyje mi się lepiej, niż kiedyś, to mieszkam sam i nie wiadomo, kiedy może wystąpić atak padaczki, a on się wiąże dla mnie z niebezpieczeństwem. Człowiek może upaść na głowę, może się nawet zabić, bo to jest taka choroba, że film się urywa. Dlatego jakby był przy mnie ktoś, z uwagi na tę chorobę, byłoby dobrze – zaczął.
Jak dodał, sytuacja skłania go do żebrania o środki na "miskę ryżu".
Ledwo wiążę koniec z końcem. I gdyby nie pomoc pewnych osób, a to też się kiedyś skończy, to nie wiem, co by było. Walczę o to, żeby mieć na miskę ryżu dosłownie i w przenośni. Muszę miesięcznie mieszkanie opłacić za 1500 złotych, nie licząc innych codziennych kosztów – wyjaśnił.
Teraz – w rozmowie z Super Expressem – nowe szczegóły wyjawił menadżer jego przyjaciela, Krzysztofa Cwynara. Mężczyzna przekazał mediom, że junior doznał ataku epilepsji, gdy był sam w domu i mocno obił sobie żebra.
Widziałem te jego potłuczenia, słyszałem, jak mówił o ataku. To może być wynik stresu – zaczął Zbigniew Rabiński.
Ten chłopak wciąż nie ma spokoju, bo martwi się o swoją przyszłość po śmierci taty. Już widzi, że walka o spadek potrwa latami i nie wiadomo, jak się zakończy, tymczasem on nie ma nawet własnego dachu nad głową.
Krzysztof od razu został odesłany przez swojego starszego kolegę do neurologa. Mamy nadzieję, że jego stan szybko się poprawi.