Wszystko zaczęło się od kłótni z reżyserem klipu, który nalegał, by wokalistka pokazała na planie więcej ciała.
Klip miał swoją premierę dwa dni temu. Zdziwienie fanów było ogromne, ponieważ w oficjalnym wideo nie znalazła się żadna ze scen, które można było oglądać w zapowiedzi teledysku. Okazuje się, że zespół współpracujący z artystką zadecydował wycofać się z projektu, który zakładał umieszczenie w nagraniu bardzo odważnych scen pełnych nagości. Potwierdziły to osoby z otoczenia Davida LaChapelle'a - reżysera klipu:
W efekcie klip do Make Me... zawiera trochę mniej odważnych scen. Dalej jest jednak na co popatrzeć. Musimy przyznać, że figura Britney wygląda tak samo doskonale jak kilkanaście lat temu.
Zdjęcia z pierwszej, nieopublikowanej wersji klipu, znajdziecie w galerii.