Rusin jest już w USA i korzysta z przyjaznych warunków pogodowych, ciesząc się słońcem i relaksując przed wielkim wieczorem. 28 lutego pochwaliła się nienaganną stylizacją w niezwykle kobiecym wydaniu, z płaszczykiem z kaszmiru od Mario Menezi w roli głównej. 1 marca zaś zaczęła rozpieszczać swoich fanów relacją z miejsca, w którym odbędą się Oscary. Choć sekrety gali są zwykle bardzo mocno strzeżone, Kinga pokazała jak wygląda lokacja, jak wygląda czerwony dywan i niesamowity szklany dach, który nad nim wzniesiono. Nie zabrakło również słynnej ścianki, na tle której największe gwiazdy Hollywood już za parę dni będą z dumą ściskać zdobyte statuetki.
W rozmowie z Jastrząb Post Kinga wyjawiła jak wyglądały Oscary kiedyś i jak wyglądają teraz. Co się zmieniło?
Ja pamiętam Oscary sprzed 23 lat, kiedy w ogóle nie było takich środków bezpieczeństwa i to było bardzo luźne. O godzinie 17 to ja jeszcze mogłam pójść po wodę i spokojnie mnie wpuszczono na tę strefę czerwonego dywanu. W tej chwili przyjeżdżamy z samego rana o godzinie 11 i do godziny 18 po prostu jesteśmy zamknięci, otoczeni kordonem policji, trzeba się zapisywać na wizytę w toalecie i te kreacja nie może być Bóg wie jaka, bo nie wytrzymałabym. Pod suknią czy pod garniturem staram się mieć wygodne buty przede wszystkim, żeby ich nie było widać, bo bym tam chyba zwariowała. Też nie można za dużo rzeczy ze sobą wnosić, więc nie mogę mieć butów na zmianę, to jest wszystko kontrolowane, sprzęt jest wielokrotnie kontrolowany. Te środki bezpieczeństwa mnie przerażają, moje ostatnie Oscary, sprzed dwóch lat, to był jakiś koszmar, miałam wrażenie, że jestem na terenie wojny i sama jestem ciekawa, jak to będzie teraz wyglądało, myślę, że jeszcze gorzej.
Mamy nadzieję, że w tym roku będzie bawiła się lepiej!