Reporterka Jastrząb Post, zapytała męża zmarłej artystki, czy przez rok po śmierci ukochanej, dowiedział się o niej czegoś nowego:
Bez przerwy dowiaduję się nowych rzeczy o Korze, widzę zdjęcia, których nie widziałem, dowiaduję się historii, których nie znałem. Kora jest cały czas otwartą księgą, z której można czerpać. To nie jest ktoś zmumifikowany, kto zmarł i jest zamknięty, tylko jej osobowość funkcjonuje, co widzimy po koncertach, które szykujemy, po filmach. Jest osobą, w której może się też odnaleźć współczesna dziewczyna. Taka, która chce żyć z charakterem, w sposób wolny i autentyczny. Ona się nigdy nie poddawała, nikt jej nie mówił, jak ma się ubierać, jaką ma nosić biżuterię, jak ma śpiewać. To była osoba bardzo wolna. A dzisiaj bardzo wielu artystów jest kształtowanych przez managerów, przez firmy i komercjalizację. Może Kora była jedną z ostatnich wolnych artystek? – odpowiedział Kamil Sipowicz.
Kora i dziennikarz spędzili ze sobą ponad 20 lat. Taki czas razem obfituje we wspólne przeżycia. Nasza reporterka zapytała Kamila Sipowicza, o jego najpiękniejsze lub najbardziej zaskakujące wspomnienie związane z Olgą:
To było śmieszne przeżycie, jak zgubiliśmy się na wyspie Mykonos, bo się pokłóciliśmy. Po kilku dniach żeśmy się odnaleźli na plaży, zobaczyliśmy, że stało tam bungee. I spontanicznie skoczyliśmy. Mieliśmy tak silną adrenalinę, że musieliśmy to jakoś wykorzystać. Kora i ja skoczyliśmy – po chwili namysłu opowiedział historię z przeszłości.
Na zakończenie, zapytany, jaki utwór Kory jest mu najbliższy, odpowiedział bez wahania:
W tej chwili z jej utworów bardzo lubię "Miłość jest jak opium" i "To mi się śni".
Całość rozmowy w materiale wideo.