Joanna Racewicz w szokujących słowach opisuje okrutny proceder, do którego zmusiło ją państwo. "Trumna wróciła na powierzchnię"
Joanna Racewicz w kwietniu przeżywa prawdziwe piekło na ziemi. 10 kwietnia obchodziła ósmą rocznicę tragicznej śmierci ukochanego męża, a 26 kwietnia znów musiała stanąć twarzą w twarz z trumną, w której spoczywa Paweł Janeczek. Wszystko przez bezlitosny przymus ekshumacji zwłok, który został jej narzucony mimo sprzeciwu.
Racewicz nie raz i nie dwa mówiła, że nie zgadza się na bezczeszczenie zwłok męża, że nie chce znów wracać do dnia, w którym musiała go pochować. Trudne chwile przeżywał również jej syn, na którym utrata ukochanego ojca odbiła się bardzo mocno. Wzburzona dziennikarka na swoim profilu w social mediach skomentowała bezduszność rządu:
Kończy się dzień. 26.04.2018. Najdłuższy w moim życiu. Dzień, który zaczął się o świcie pod brzozą w alei K2. Ci, co wiedzą, to wiedzą. Po ośmiu latach czas zatoczył koło. Trumna wróciła na powierzchnię. Upiorny przymus, wobec którego byłam bezsilna. Koszmar opowiedzenia o tym Dziecku tak, żeby spróbowało udźwignąć i po to, żeby nie dowiedziało się od kogoś obcego.. Strach w Jego oczach. Nie znajduję słów, żeby opisać to, co się stało. Co się stało w imię decyzji, której okrucieństwa nie rozumiem. Może kiedyś będę umieć to nazwać. Opisać. Dziś nie. Proszę o uszanowanie tego miejsca i tego czasu.
Nie ma żadnych wątpliwości: ten podły proceder, przez który musiała przejść wraz z małym synem jest czymś niewybaczalnym. Rodziny nie wyrażały na to zgody, a państwo i tak zrobiło swoje - myślicie, że pogoń za prawdą, która umyka nam od ośmiu lat jest warta fundowania wciąż pogrążonym w żałobie bliskim takich emocji?