Książę Jan Lubomirski-Lanckoroński szczerze o WOŚP. Takie ma stanowisko
Jan Lubomirski-Lanckoroński nie wytrzymał. Arystokrata zwrócił uwagę na hejt, jaki co roku rozlewa się na WOŚP i Jerzego Owsiaka, zwracając uwagę na to, że w całym tym zamieszaniu zupełnie zapomina się o tych, którzy naprawdę potrzebują pomocy. - Najważniejsi są beneficjenci - podkreślał.
Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy odbędzie się 25 stycznia 2026 r., a tegoroczne hasło "Zdrowe brzuszki naszych dzieci" zapowiada zbiórkę na sprzęt i wsparcie dla gastroenterologii dziecięcej. Wśród osób, które włączyły się w akcję, znalazł się także Jan Lubomirski-Lanckoroński, arystokrata i działacz społeczny, od lat wspierający inicjatywy charytatywne. Na aukcję WOŚP przekazał wyjątkowy zestaw: grafikę Pabla Picassa oraz prywatne zwiedzanie rodzinnego zamku. W rozmowie z mediami odniósł się również do hejtu, jaki co roku spotyka akcję Jerzego Owsiaka.
Ten pałac ma 3 tys. metrów kwadratowych! Tak mieszka książę Jan Lubomirski-Lanckoroński:
Jan Lubomirski-Lanckoroński o atakach na WOŚP
Jana Lubomirskiego-Lanckorońskiego nie przestaje dziwić, jak wiele negatywnych emocji co roku spada na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Jak zaznaczał książę, w całej dyskusji najważniejszy powinien być nie organizator, lecz cel.
Zawsze mnie szokuje, jak on otrzymuje taką złą prasę, bo naprawdę najważniejszy jest cel. Uważam, że na końcu powinno się myśleć o organizatorach, a najważniejsi są beneficjenci, czyli ci, do których idą te pieniądze. Czyli z jednej strony starsi ludzie, którzy przecież co dopiero byli tym celem, a w tej chwili są dzieci, więc to jest bardzo istotne — opowiadał w rozmowie z Plejadą.
Jan Lubomirski-Lanckoroński widział serduszka WOŚP na własne oczy
Arystokrata dodał, że znaczenie tej pomocy widzi również z perspektywy rodzica. Wspominał sytuację, gdy trafił z najmłodszą córką do niewielkiego szpitala i już na wejściu zauważył charakterystyczne czerwone serduszka WOŚP:
(...) Przecież niestety zdarza się wszystkim w jakimś momencie życia wylądować z dzieckiem w szpitalu. Nawet w takiej małej miejscowości, gdzie byłem z naszą najmłodszą córeczką, widziałem przynajmniej kilka serduszek i sprawiło mi to ogromną satysfakcję.
Jednocześnie Jan Lubomirski‑Lanckoroński przypominał, że jego własna fundacja także dokłada swoją cegiełkę do poprawy warunków w polskich placówkach medycznych:
Z drugiej strony mam też wielką satysfakcję, bo w niektórych szpitalach znajdują się nie tylko serduszka, ale nasze Szreniawy. Oczywiście to jest dużo mniejsza skala, ale też udało nam się sfinansować chociażby w Szpitalu Położniczym w Ustrzykach Dolnych remonty sal porodowych. W Łodzi również były remonty sal i zakupiliśmy tam łóżka, a w Bochni zakupiliśmy karetkę pogotowia. Już teraz przynajmniej siedem różnych punktów w Polsce posiada nasz sprzęt lub wykonano tam remonty, jeżeli chodzi o placówki medyczne i lekarskie. To jest taka nasza mała cegiełka dorzucona do tej wielkiej pracy Owsiaka.