Od tygodnia trwa wrzawa wokół kontynuacji "Nigdy w życiu!", w której do roli Tosi nie wróci jej pierwsza odtwórczyni, czyli Joanna Jabłczyńska. O niezaangażowaniu aktorki do sequela wypowiedziało się już chyba pół internetu, a ostatnio swoje trzy grosze dorzuciła reżyserka i producentka Blanka Poksińska. Na jej wpis zareagowało wielu internautów, w tym Ilona Łepkowska, która pracowała przy "Nigdy w życiu!" z 2004 r.
WIDEOPostanowiła przerwać milczenie. Otwarcie opowiedziała o kulisach afery
Znana reżyserka o aferze wokół kontynuacji "Nigdy w życiu!"
Blanka Poksińska, która produkowała programy telewizyjne m.in. dla TVN-u, Polsatu i TVP, podzieliła się na Facebooku swoją oceną afery wokół kręcenia nowej części "Nigdy w życiu!" bez Joanny Jabłczyńskiej. Napisała:
Obserwuję aferę wokół Tosi z "Nigdy w życiu!" trochę inaczej niż większość komentujących, bo patrzę na nią swoimi filmowymi oczami. Wiele lat pracowałam przy różnych produkcjach i wiele widziałam, byłam też rodzinnie związana z kinem. Oczywiście, że można zmienić Tosię, Judytę, reżysera, scenariusz. Można zmienić wszystko, tylko że tu chyba nie o to chodzi.
ZOBACZ TEŻ: Pisarka DOSADNIE podsumowała spór Szelągowskiej i Jabłczyńskiej. Rozgrzała internet do czerwoności
Blanka Poksińska w dalszej części wpisu z Facebooka zauważyła, że jeżeli wysłałaby scenariusz aktorce, która "stworzyła jedną z najbardziej zapamiętanych postaci filmu", a także zaprosiła ją na spotkanie z reżyserem i potencjalnym partnerem filmowym, to "obowiązkiem jest powiedzieć jej jasno", że aktorka bierze udział w castingu i nie jest jedyną kandydatką do roli. Dalej napisała:
Jeśli [Joanna] po takim procesie dowiaduje się, że jednak jej nie będzie, a następnie producent tłumaczy publicznie, że "przegrała casting", którego – jak twierdzi – nawet nie wiedziała, że się odbywa, to mamy już nie problem castingowy, tylko komunikacyjny.
"A później było tylko gorzej, bo grożenie krokami prawnymi, rodzinne wystąpienia w obronie Tosi, tłumaczenie dorosłej aktorce, że "nie jest Tosią", i spór o to, czyja to właściwie historia… Naprawdę? Oczywiście, że Joanna Jabłczyńska nie jest Tosią. Danuta Stenka nie jest Judytą. (...) I na tym mniej więcej polega aktorstwo. Istnieje natomiast coś takiego, jak pamięć widza i dobry producent powinien ją szanować, nawet kiedy podejmuje decyzję, która się widzowi nie spodoba" – zauważyła.
"Paradoks tej historii polega na tym, że Joanna Jabłczyńska mogła po prostu nie dostać roli. I to się w tym zawodzie zdarza codziennie i nie ma w tym żadnego skandalu. Skandal zaczyna się wtedy, kiedy zamiast powiedzieć człowiekowi wprost: »Wybraliśmy kogoś innego«, to uruchamia się machinę tłumaczeń, oświadczeń, prawników i rodzinnych polemik. (...) "Nigdy w życiu!" było sukcesem nie dlatego, że należało do jednej osoby. Film jest dziełem zbiorowym. Pani Grochola stworzyła bohaterów, ale potem przyszli scenarzyści, reżyser, producenci i aktorzy i dali im twarze, głosy, gesty, emocje, a na końcu przyszli widzowie i zrobili z nich część własnej pamięci. I dlatego po 22 latach można oczywiście powiedzieć Joannie Jabłczyńskiej: »Nie jesteś Tosią«. Oczywiście, tylko że miliony widzów mogą odpowiedzieć: »Ale dla nas była« i tego nie da się ani wyprodukować, ani wykasować z obsady. Dla mnie też była..." – podsumowała.
Ilona Łepkowska wskazuje przyczynę afery wokół sequela "Nigdy w życiu!"
Na wpis Blanki Poksińskiej zareagowała m.in. Ilona Łepkowska, która pracowała nad scenariuszem "Nigdy w życiu!" z 2004 r. Zgodziła się z producentką, pisząc:
Dokładnie o to chodzi w tej aferze – o komunikację. Jasne zakomunikowanie Joasi, że jest kilka kandydatek (jeśli istotnie tak było), potem uprzejme i z klasą poinformowanie o decyzji producentów i reżysera. I nie byłoby całej afery. Żal u niektórych widzów pewnie by pozostał, ale sprawa by ucichła.
"Mam swoją całkiem prywatną opinię o tym, jakie zapewne były kulisy całej historii – znam dobrze nie tylko »osoby dramatu«, ale i proces powstania filmu »Nigdy w życiu!«, powody powstania »Ja wam pokażę!«, ale o tym się nie wypowiadam. Napisałam tylko, że Katarzyna Grochola nie była zadowolona ani z mojej adaptacji jej książki, ani z filmu i nie chciała, by powstała kontynuacja według mojego scenariusza, a nie książki »Serce na temblaku« (druga część cyklu książek o Judycie, do której mieliśmy kupione prawa)" – podkreśliła na Facebooku.
ZOBACZ TEŻ: Paweł Domagała skomentował aferę wokół kontynuacji "Nigdy w życiu". Internauci nie kryją rozbawienia
"W całej tej historii poza oceną działań osób związanych z produkcją filmu jest ważne jeszcze jedno – że Joanna Jabłczyńska jest prawniczką, specjalistką od wizerunku m.in. osób publicznych w mediach. I ona, w odróżnieniu od pozostałych »osób dramatu«, waży słowa, bo wie, jak są ważne, gdy są wypowiadane publicznie" – zauważyła.