Żona księcia Karola za wszelką cenę unikała czerwonego mięsa i węglowodanów. Kucharz serwował jej lekkie posiłki, jak na przykład ziemniaki z wody, a do tego gotowanego kurczaka i paprykę.
Oczywiście Diana miała też swoje kulinarne słabostki. Jedną z nich był maślany pudding z rodzynkami. Uwielbiała także nadziewane papryki, na które pozwalała sobie jednak dopiero wtedy, gdy podejmowała gości. Podobnie było z mięsem. Pieczonej jagnięciny skosztowała na przyjęciu, na którym pojawił się Clint Eastwood.
Mimo wszystkich ograniczeń, jak opowiada Darren McGrady, Lady Di nigdy nie pozwoliła na to, by jej żywieniowy rygor w jakikolwiek sposób wpłynął na dietę jej synów. Co mogło być trudne, zważywszy na to, że William i Harry uwielbiali dania typu comfort food, na przykład pizzę i łódeczki ziemniaczane faszerowane mozzarellą.
Księżna utrzymywała, że jada to samo, co jej synowie, ale tak naprawdę kucharz przygotowywał jej odchudzone wersje dań, które jadali William i Harry. Jeśli więc na obiad był pieczony kurczak, to porcja dla księżnej była pozbawiona tuczącej skórki.
Sporo wyrzeczeń. Można by zaryzykować stwierdzenie, że wysiłek się opłacił - Diana mogła się bowiem pochwalić idealną sylwetką - gdyby nie fakt, że rygorystyczna dieta, a do tego stres i to, że nieustannie była pod obstrzałem mediów, doprowadziły ją do choroby. Księżna borykała się z zaburzeniami odżywiania - chorowała na bulimię. Pierwszy atak miał u niej ponoć wystąpić na dzień przed ślubem z księciem Karolem...