Tabloid dotarł do szokujących informacji. Kłamstwo w sprawie Stefana W. to niejedyne przewinienie szefa ochrony
O bezpieczeństwo podczas gdyńskiego 27 finału WOŚP dbała firma Tajfun. Prokuratura przesłuchała szefa firmy, Dariusza S., który złożył fałszywe zeznania. Mężczyzna ma na swoim koncie konflikty z prawem.
Po tragedii do której doszło podczas 27 finału WOŚP-u, szef firmy ochroniarskiej Tajfun zapewnił w swoich zeznaniach, że zamachowiec dostał się na scenę dzięki posiadanej plakietce z napisem "media". Dzisiaj już wiemy, że nożownik nie miał wspomnianej przepustki. W efekcie Dariusz S. usłyszał zarzuty od prokuratury, zresztą nie po raz pierwszy. Na jaw wyszły inne konflikty S. z prawem.
Fakt dotarł do mężczyzny, który współpracował z Dariuszem kilka lat temu, gdy ten jeszcze pracował jako funkcjonariusz policji. Informator gazety twierdzi, że S. został zawieszony w obowiązkach po tym, jak pobił człowieka, Pawła B. – z trzema wspólnikami dopadł ofiarę, którą następnie powalił na ziemię i okładał pięściami.
To był skandal. Bandycką napaść zarejestrowały kamery monitoringu, a Dariusz został zawieszony. O dziwo, wrócił jednak do służby, a potem sam z niej odszedł. Dzięki temu otrzymał pełną odprawę - przyznał w tabloidzie były kolega Dariusza.
W sprawie pobicia toczy się obecnie postępowanie w prokuraturze w Bydgoszczy:
Dariusz S. groził też Pawłowi B., że wywiezie go do lasu i przywiąże do drzewa – przyznała prokurator Agnieszka Adamska-Okońska.
Też uważacie, że taka osoba nie powinna odpowiadać za ochronę imprez masowych?