Minęło kilka tygodni, a na jej profilu na Instagramie pojawił się przepełniony mocnymi słowami wpis, w którym zdradziła, że była ofiarą mobbingu. Obszerne wyznanie poruszyło fanów.
Byłam poniżana, gnębiona, codziennie drżałam o pracę. Niby „gwiazda telewizji”, a ja byłam traktowana jak dziewczynka z podstawówki, którą co chwilę bije się po łapkach za każde niedociągnięcie. Tak naprawdę byłam w swoim schemacie niewidzialności, niedocenienia i ciągłego udowadniania swojej wartości. (…) Kiedy zdjęto z anteny moje wejścia, w studio usłyszałam: „Sorry, Anka, nie oglądasz się”. Pomyślałam, cóż, trudno, chodzi o dobro programu. Ale coś mnie tknęło i sprawdziłam wyniki oglądalności z ostatnich tygodni. W momencie mojego wejścia wykres oglądalności pikował w górę. Wtedy usłyszałam: „oglądalność nie jest najważniejsza” – brzmiał fragment jej wyznania.
Jej słowa uruchomiły prawdziwą lawinę zwierzeń. Do dziennikarki zaczęły pisać inne osoby współpracujące ze stacją i opowiadać swoje historie. Wielu podziękowało jej nawet za to, że odważyła się głośno powiedzieć o problemie.
Ania przestała już milczeć i w kolejnych wywiadach otwarcie mówi o tym, co spotkało ją w pracy. Okazuje się, że bardzo długo biła się z myślami i tolerowała nieodpowiednie zachowanie. W rozmowie z Party zdradziła, że kilka ostatnich lat było dla niej bardzo trudne. Już od tego czasu planowała odejść z pracy.
Ostatnie trzy lata to ja już próbowałam odejść. (...) Prawda była taka, że punktem zwrotnym był mój wyjazd do Gwatemali. (...) Najpierw zgłosiłam procedurę mobbingową bardzo oficjalnie, potem poczułam, że to mi nie wystarczy. Cztery miesiące sobie mówiłam, nie zrobię, nie powiem, ale pewnego dnia wstałam i wiedziałam, że muszę to zrobić.
Wyznała też, że nie zawsze było tak źle jak ostatnio. Gdy udało jej się odnieść sukces, to na kilka miesięcy miała spokój w pracy. Zdradziła jednak, że według niej był to bardzo toksyczny układ.
Ja byłam trochę w takim cyklu, to nie było tak, że było zawsze źle. Było źle, ja się bardziej starałam, bo jak się postaram, to ktoś mnie bardziej doceni i działo się coś takiego, że robiłam jakiś spektakularny wywiad, Oscary i w wyniku zewnętrznych głosów zachwytu miałam chwilę wytchnienia i spokoju. I to trwało pół roku, a potem była dewaluacja i znowu. Ja w tym cyklu trochę toksycznym tkwiłam.
Poniżej możecie zobaczyć, co Ania powiedziała naszej reporterce tuż po odejściu z pracy.