Żona Lewandowskiego nie narzeka na brak pieniędzy. Niektórzy złośliwie zarzucają jej, że jest utrzymanką męża piłkarza, a przecież sama ciężko pracuje każdego dnia. Jak się okazuje, nie zawsze w jej życiu było kolorowo. Kiedyś nie miała pieniędzy w ogóle.
Ja kiedyś tych pieniędzy nie miałam. Naprawdę nie miałam. Do tego stopnia nie miałam, że chodziłam w dziurawych butach zimą i to był okropny okres w naszym życiu. Do tego stopnia, że nawet pomagał nam Caritas. I kiedy zaczęłam zarabiać swoje pierwsze pieniądze, to było stypendium. Miałam wtedy 18 lat, to było 800 zł. Połowę oddawałam mamie, a połowę miałam dla siebie - zdradziła Anna
Wcześniej wszystko było normalnie. Dopiero, kiedy Ania wkraczała w dorosłość i została z mamą i rodzeństwem sama, wtedy poznała prawdziwą szkołę życia.
Z dnia na dzień nie mieliśmy pieniędzy. To była największa szkoła życia. Byłam małym dzieckiem, to miałam normalne życie. Tata, mama, dzieci, pieniądze. Było na podstawowe rzeczy, wydatki, rzeczy do szkoły. A potem nie miałam nawet na podręczniki do szkoły. Tak historia rodziny się potoczyła, że zostaliśmy z mamą i zostaliśmy bez środków do życia - dodała
To przykre, jednak z pewnością te chwile nauczyły Annę doceniać wszystko to, co ma, i sprawiły, że jest dobrym człowiekiem, nieobojętnym na krzywdę innych.