Gozdyra przyznała, że regularnie trafia na negatywne, a nawet obraźliwe komentarze na swój temat. "Nie jestem na to kompletnie impregnowana. Gdy przeglądam media społecznościowe, widzę komentarze na mój temat. Przestało mnie już jednak dziwić to, że ktoś obraża mnie bez powodu. Może to zły odruch, ale przyzwyczaiłam się do hejtu. Moja skóra bardzo zgrubiała przez lata pracy i czytania o sobie różnych rzeczy" — powiedziała Plejadzie. Mimo odporności na internetowe zaczepki, jedna sytuacja sprawiła, że zdecydowała się na krok dalej.
Weronika Schreiber o krzywdzących komentarzach. "Nie spodziewałam się takiej fali hejtu"
Agnieszka Gozdyra reaguje na groźby z internetu
Jednego z hejterów Gozdyra postanowiła podać do sądu.
Po tym, jak w trakcie pandemii na platformie X odniosłam się do podpalenia punktu szczepień, on napisał, że należy mi ogolić głowę, tak jak robiło się to w czasach AK. Dodał, że golenie mojej głowy będzie transmitowane na streamie tak, jak mecze piłkarskie. Gdy to przeczytałam, uznałam, że kolega chyba posunął się o kilka mostów za daleko. Zrobiłam screeny i zgromadziłam możliwie jak najwięcej informacji na jego temat.
Następnego dnia poszła na policję, by złożyć zawiadomienie.
Mimo że przyniosłam dowody i dane tego człowieka, prokuratura chciała to umorzyć. Ale trafiłam na zawziętego policjanta w komisariacie przy Grenadierów w Warszawie, który znalazł dodatkowe dowody i już nie dało się zamieść tej sprawy pod dywan. Doprowadziliśmy do skazania tego człowieka na prace społeczne.
W sądzie hejter próbował się wybielić.
Co ciekawe, on w sądzie próbował obrócić wszystko w żart i mnie przeprosić. Twierdził, że moglibyśmy pójść na kawę i sobie fajnie pogadać. Trzymał się tego, że jego słowa były krytyką.
ZOBACZ TAKŻE: Marcin Gortat mierzy się z ogromnym hejtem. Krótko podsumował krytyków. "Nie wiedzą, co przeszedłem" [WIDEO]
Agnieszka Gozdyra o hejcie w mediach społecznościowych
Gozdyra przyznała, że kiedyś zdarzało jej się odpowiadać na zaczepki, ale dziś nie widzi w tym sensu.
Ludziom wydaje się, że jeśli znają kogoś z telewizji, to coś o nim wiedzą. I że jeżeli ktoś jest osobą publiczną, to znaczy, że można ją publicznie obrażać. Nie wiem, czy ja jestem osobą publiczną. Za każdym razem dziwi mnie, gdy ktoś mnie rozpoznaje. Natomiast na pewno nie przestanę robić tego, co robię i mówić tego, co mówię, bo nie podoba się to jakiejś bezimiennej osobie z internetu, która pisze coś o mnie, by wylać frustrację. Tak naprawdę jej słowa świadczą o niej, a nie o mnie.
Jakie komentarze dostaje?
One zazwyczaj są dość podobne. Trochę w nich seksizmu, trochę mizoginii. Część ludzi uważa, że skoro kobieta jest stanowcza, asertywna, ma swoje zdanie i nie daje sobie w kaszę dmuchać, to prawdopodobnie kompensuje sobie w ten sposób prywatne problemy. Co rusz dostaję wiadomości w stylu: "Piszę do pani z troską, bo przyglądam się pani od dłuższego czasu i uważam, że jest pani nieszczęśliwa w życiu prywatnym".
Agnieszka Gozdyra wspomina o groźnych sytuacjach
Dziennikarka ujawniła, że oprócz hejtu dostawała również groźby.
Kiedyś z kolei dostałam list o treści: "Wiemy, którędy wracasz do domu. Spalimy cię, gdy będziesz wychodziła z pracy".
Zgłosiła sprawę na policję, ale sprawcy nie wykryto. To nie była jedyna niepokojąca sytuacja.
Parę lat temu do siedziby naszej stacji regularnie przychodził ktoś, kto o mnie pytał. Nie wiem, jakie miał zamiary, ale było to niepokojące.