Powiedziałam, że oddaję życie Jezusowi i co ma się stać, niech się dzieje. Zdarzyła się taka sytuacja, że się pomodliliśmy, on mnie zapytał, czy ja wyznaję Jezusa, czy go uznaję swoim panem i zbawicielem, czy wierzę w to, że on poszedł na krzyż za moje grzechy, więc powiedziałam absolutnie tak, wyznałam swoje grzechy w myślach. Czułam po prostu, że coś się we mnie dzieje, że coś się we mnie przemienia. Nagle po prostu ludzie się ode mnie odsuwają, którzy byli wcześniej, że te sytuacje narkotyki, zabawy, melanże, przestały mnie nagle interesować i nagle odcięłam się od tego świata, ludzi, imprez, gdzie do tej pory byłam duszą towarzystwa i zawsze miałam coś wesołego do powiedzenia i zawsze coś się wydarzało. Natomiast po każdym takim przeżyciu i spotkaniu z tymi ludźmi tak naprawdę gdzieś czułam, że umieram duchowo, że to idzie ku jakiemuś zatraceniu, że ja już nie chcę tego starego życia, że ja nie chcę już tam wracać. Że to nie jest mój świat, że to nie jest moje miejsce i ja tak naprawdę należę do Boga, a moje życie należy do niego. I dziękuję mu z całego serca, że jestem w miejscu, w którym jestem. I wiem, że jest jeszcze dużo rzeczy, które będę musiała w sobie zmienić, ale wiem jedno - ja chcę iść za Bogiem