Pomimo obrażeń Lewandowski zdecydował się kontynuować grę, a jego przeciwnik dostał żółtą kartkę i ostrzeżenie od sędziego. Przez moment nie było wiadomo czy Robert wróci na boisko, bo wypadek wyglądał naprawdę groźnie, a nasz kapitan przez chwilę pokładał się z bólu na murawie i nie wyglądał na kogoś, kto ma zamiar pojawić się jeszcze w grze. Ani w tamtym momencie, ani w najbliższym czasie. Nie było to jedyne obrażenie którego doznał, bo Hiszpanie grali bardzo agresywnie.
Poturbowany Lewandowski nie pozostał jednak "dłużny" swoim "oprawcom". Tuż po incydencie z Mercado, Lewy w walce o piłkę niechcący uderzył Hiszpana Sergio Escudero. Cios musiał być potężny, bo Escudero zbierał się w sobie przez prawie dwie minuty.
Dzień po meczu Robert pochwalił się fanom zdjęciem swojej pobitej twarzy na InstaStory. Podpuchnięte oko i łuk brwiowy, skóra podbiegła krwią, fioletowa obręcz wokół oka... Dramat. Piłka nożna to jednak bardzo urazowy sport.
Miejmy tylko nadzieję, że ta pamiątka nie zostanie mu na dłużej!