Popularny ksiądz z zakazem prowadzenia kanału modlitewnego w sieci. W tle poważne zarzuty parafianki
Ksiądz Teodor Sawielewicz, twórca popularnej Teobańkologii, zniknął z mediów społecznościowych po ujawnieniu zarzutów dotyczących rzekomych nieakceptowalnych praktyk wobec jednej z parafianek. Archidiecezja Wrocławska zawiesiła aktywność księdza w internecie, wprowadzając jednocześnie zakaz kontaktu z poszkodowaną.
Teobańkologia była jednym z najpopularniejszych religijnych kanałów w Polsce, który na YouTube zgromadził niemal 650 tysięcy subskrybentów. Prosty, bezpośredni styl ks. Teodora Sawielewicza sprawił, że wokół niego powstała ogromna społeczność, która traktowała go jak duchowego przewodnika online. Teraz ten internetowy fenomen przechodzi gwałtowne załamanie po ujawnieniu kontrowersyjnych praktyk księdza wobec jednej z kobiet.
ZOBACZ TAKŻE: Krzysztof Rutkowski zdradził, ile pieniędzy daje księdzu
Ksiądz Sawielewicz oskarżony o kontrowersyjne praktyki
Kobieta, określana w mediach jako "Anna", do której dotarła "Gazeta Wyborcza", zarzuciła księdzu, że w trakcie duchowego kierownictwa stosowane były praktyki modlitewne o "intymnym charakterze". Z jej relacji wynika, że duchowny dopytywał o szczegóły z jej życia seksualnego, sugerując, że jej problemy mają "duchowe podłoże".
W zaufaniu zgadzałam się na to, choć wydawało mi się to bardzo dziwne i przekraczało moje granice intymności – cytowała ją "Gazeta Wyborcza".
Największe poruszenie wywołał opis modlitwy, podczas której – mimo sprzeciwu kobiety – ksiądz miał nakłaniać ją do przykładania krzyża do intymnych części ciała.
Po miesiącu postępowania wrocławska kuria wydała decyzję wobec ks. Sawielewicza. Nałożono na niego zakaz kontaktu z poszkodowaną, pisemne upomnienie, zakaz prowadzenia kierownictwa duchowego w internecie oraz obowiązek wpłaty 10 tys. zł na cele charytatywne.
Ks. Sawielewicz przeprasza i wycofuje się z sieci
W obliczu narastającej burzy medialnej ks. Teodor Sawielewicz opublikował własne oświadczenie, w którym odniósł się do zarzutów. Przyznał, że "popełnił błędy duszpasterskie" i wyraził żal, podkreślając jednocześnie, że opisywana sytuacja miała miejsce blisko dekadę temu i – jak zapewnia – nie miała charakteru intymnej relacji.
Chcę podkreślić swoje szczere intencje niesienia pomocy oraz to, że modlitwa opisana w artykule odbywała się przez telefon w styczniu 2019 roku i nie zawierała żadnych zachęt do popełnienia jakiegokolwiek grzechu. Od tego czasu moja wiedza, doświadczenie oraz procedury bezpieczeństwa w kontaktach duszpasterskich uległy całkowitej zmianie – wyznał, dodając, że nie był "w żadnej intymnej relacji z Panią Anną, ani w jakimkolwiek związku z kimkolwiek jako kleryk i jako kapłan".
Po decyzji kurii ksiądz ogłosił, że kanał Teobańkologia ma działać dalej, ale bez jego osobistego udziału:
W czasie zawieszenia mojej działalności internetowej nasz zespół nadal przygotowuje codzienne transmisje modlitw na żywo o 15:00 i 20:30 – będą one nadal dostępne na naszych kanałach. Zespół nie przestaje działać misyjnie ani troszczyć się o Was.
"Przepraszam wszystkich, którzy czują się zawiedzeni moim postępowaniem sprzed lat i proszę o wybaczenie. Jestem także otwarty na dalsze zadośćuczynienie" – skwitował.