Pola Wiśniewska właśnie wydała książkę, w której – z perspektywy psycholożki – opisała, z czym mierzy się wiele kobiet w małżeństwach i w macierzyństwie. Wbrew oczekiwaniom wielu internautów, to 41-latka wcale nie pisze (wprost) o własnych doświadczeniach z Michałem Wiśniewskim, z którym jest w trakcie rozwodu, ale kilka razy wspomina o nim czytelniczkom. Raz napisała o nim, pisząc o samotności w domu.
WIDEOTyle alimentów Pola Wiśniewska rzekomo zażądała od Michała!
Pola Wiśniewska, "Matka Pola" [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Rozdział 4. Nie tak to miało wyglądać
(...)
Kochamy. Głęboko, naprawdę, do szpiku kości. Dlatego ten trud mocno nas dotyka. Kiedy się kocha, chce się dawać z siebie wszystko, co najlepsze. Trudno jest być jednocześnie blisko, kiedy nie ma się już siły, kiedy każda doba zaczyna się i kończy zmęczeniem. Na tym polega ten paradoks: chcemy dawać miłość, troskę i obecność, a same często jesteśmy emocjonalnie głodne. To jak próba ogrzania innych ciepłem, którego nie mamy w sobie.
Może właśnie dlatego, mimo obecności dzieci i partnera, tak wiele z nas doświadcza czegoś, co trudno nazwać – poczucia usamotnienia. Nie wynika ono z braku ludzi wokół. Przecież za ścianą śpi bąbelek, w drugim pokoju jest ON: zmęczony po pracy, ogląda serial, gra albo przegląda telefon.
Tęsknimy za brakiem prawdziwego spotkania. Tego, w którym nie musimy nic udowadniać czy organizować. To jest właśnie samotność emocjonalna. Taka, która nie zawsze objawia się ciszą w domu, ale brakiem uwagi skierowanej na nas, bo nagle stajemy się cieniem. Kiedy w domu pada pytanie: "Jak było dzisiaj?", najczęściej chodzi o dziecko, nie o matkę, która przez cały dzień była przecież przy nim. Choć nie oczekujemy fanfar, choć nie szukamy nieustannego zachwytu – pragniemy być widziane. Docenione. Pochwalone. Przytulone słowem i gestem. Nie chcemy być funkcją pełnioną w domu, ale żywym organizmem, czującą osobą.
Pola Wiśniewska pisze o poczuciu samotności w związku
Bliskość nie wydarza się sama tylko dlatego, że mieszkamy pod jednym dachem. Jak śpiewa mój mąż, można żyć "razem, a jednak osobno". Można dzielić dom, posiłki, łóżko – i nadal czuć się samotną. To nie sam fakt przebywania wspólnie w jednej przestrzeni świadczy o relacji, ale zaangażowanie – gotowość, by być w środku codzienności drugiej osoby. To, że partner przechodzi obok, bierze prysznic, odkłada kubek do zlewu, nie oznacza jeszcze, że zauważa, że nie masz już siły. Że zatrzyma się, żeby zapytać: "Jak się czujesz?". Że wejdzie w środek bieżących wydarzeń, w sam środek macierzyńskiego tornada. Przecież to, co naprawdę buduje więź, nie mieści się w metrach kwadratowych ani liczbie wspólnych posiłków.
Czasem wystarczyłoby jedno spojrzenie. Kilka czułych słów. Gest, który wyrazi: "Widzę cię. Jestem tu. Nie tylko obok, ale z tobą". Właśnie tego bycia najbardziej brakuje. Obecność fizyczna to nie to samo, co obecność emocjonalna. Kiedy jej zabraknie – nawet najbliższy człowiek może stać się kimś zupełnie obcym.
Narodziny dziecka, jego pierwszy rok życia (a czasem i kolejne), to momenty, w których relacja z partnerem przechodzi ogromną próbę. Niby jesteśmy razem, ale każda z osób dźwiga na barkach coś innego. Inny rodzaj odpowiedzialności.
Ojcowie dźwigają odpowiedzialność za dom, rachunki, byt. My, matki – odpowiedzialność za wszystko inne: za życie, potrzeby, emocje małego człowieka. (Dotyczy to okresu urlopu macierzyńskiego albo sytuacji, w których kobieta może zostać z dzieckiem w domu, ale wiele kobiet nie ma takiej możliwości. Pracują zawodowo, a po pracy zajmują się domem, opieką i wszystkim, co pozostało). Obie perspektywy są ważne, ale rzadko się ze sobą spotykają. Nie chodzi o winę. Wielu mężczyzn po prostu nie wie, jak naprawdę być obecnymi. Nie dlatego, że nie chcą, ale dlatego, że nikt im tego wcześniej nie pokazał.
Wychowywali się w świecie, gdzie mężczyzna miał być silny, odpowiedzialny i praktyczny. Dorastali w domach, w których nie mówiono o emocjach, a czułość i troska przypisywane były wyłącznie matkom, siostrom, babciom. Nikt im nie powiedział, że bliskość to nie tylko działanie, ale obecność, uważność i słuchanie. Bycie czujnym. Potem zupełnie wyprani i zagubieni stoją obok nas – kobiet, których też nikt nie przygotował i – próbujemy odnaleźć się w czymś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy, o czym nikt z nimi szczerze nie rozmawiał. Mimo że chcą dobrze, często po prostu nie wiedzą, jak naprawdę być razem w tym wszystkim.
ZOBACZ TEŻ: Pola Wiśniewska musiała porozmawiać z dziećmi o rozstaniu. "Ta sytuacja nie była dla nich zaskoczeniem"
Choć mówi się o tym mniej, badania pokazują, że ojcowie coraz częściej czują się przytłoczeni tym, co widzą w mediach społecznościowych. W badaniu przeprowadzonym przez Talker Research na początku 2025 r. aż 53 proc. rodziców przyznało, że nie są w stanie dorównać obrazom idealnego rodzicielstwa, które widzą na Instagramie czy Facebooku. To badanie dotyczyło także ojców i choć kobiety nadal częściej dzielą się swoimi doświadczeniami, to mężczyźni również porównują się do tego, co "powinni" robić jako ojcowie. Tylko że oni mówią o tym jeszcze rzadziej. Znoszą tę presję w milczeniu, często zamieniając frustrację w dystans lub wycofanie. Zamiast przyznać, że czują się niewystarczająco dobrzy, wolą udawać, że wszystko mają pod kontrolą. To tylko pogłębia emocjonalną przepaść między partnerami.
(...)