Pola Wiśniewska pisze o samotności w małżeństwie. Nagle wspomniała o Michale [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Pola Wiśniewska opisała gorzkie realia wielu polskich małżeństw, w tym poczucie samotności kobiet w związkach. (Jeszcze) żona Michała Wiśniewskiego nie wskazała wprost, że ma na myśli własne doświadczenia, ale jej słowa i tak dają do myślenia. – Chcemy dawać miłość, troskę i obecność, a same często jesteśmy emocjonalnie głodne – zauważyła w książce pt. "Matka Pola" (wyd. Bookend).

Pola WiśniewskaPola Wiśniewska
Źródło zdjęć: © Instagram@wisniewska_pola
Sergiusz Królak

Pola Wiśniewska właśnie wydała książkę, w której – z perspektywy psycholożki – opisała, z czym mierzy się wiele kobiet w małżeństwach i w macierzyństwie. Wbrew oczekiwaniom wielu internautów, to 41-latka wcale nie pisze (wprost) o własnych doświadczeniach z Michałem Wiśniewskim, z którym jest w trakcie rozwodu, ale kilka razy wspomina o nim czytelniczkom. Raz napisała o nim, pisząc o samotności w domu.


WIDEO
Tyle alimentów Pola Wiśniewska rzekomo zażądała od Michała!


Pola Wiśniewska, "Matka Pola" [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Rozdział 4. Nie tak to miało wyglądać

(...)

Kochamy. Głęboko, naprawdę, do szpiku kości. Dlatego ten trud mocno nas dotyka. Kiedy się kocha, chce się dawać z siebie wszystko, co najlepsze. Trudno jest być jednocześnie blisko, kiedy nie ma się już siły, kiedy każda doba zaczyna się i kończy zmęczeniem. Na tym polega ten paradoks: chcemy dawać miłość, troskę i obecność, a same często jesteśmy emocjonalnie głodne. To jak próba ogrzania innych ciepłem, którego nie mamy w sobie.

Może właśnie dlatego, mimo obecności dzieci i partnera, tak wiele z nas doświadcza czegoś, co trudno nazwać – poczucia usamotnienia. Nie wynika ono z braku ludzi wokół. Przecież za ścianą śpi bąbelek, w drugim pokoju jest ON: zmęczony po pracy, ogląda serial, gra albo przegląda telefon.

Tęsknimy za brakiem prawdziwego spotkania. Tego, w którym nie musimy nic udowadniać czy organizować. To jest właśnie samotność emocjonalna. Taka, która nie zawsze objawia się ciszą w domu, ale brakiem uwagi skierowanej na nas, bo nagle stajemy się cieniem. Kiedy w domu pada pytanie: "Jak było dzisiaj?", najczęściej chodzi o dziecko, nie o matkę, która przez cały dzień była przecież przy nim. Choć nie oczekujemy fanfar, choć nie szukamy nieustannego zachwytu – pragniemy być widziane. Docenione. Pochwalone. Przytulone słowem i gestem. Nie chcemy być funkcją pełnioną w domu, ale żywym organizmem, czującą osobą.

Pola Wiśniewska pisze o poczuciu samotności w związku

Bliskość nie wydarza się sama tylko dlatego, że mieszkamy pod jednym dachem. Jak śpiewa mój mąż, można żyć "razem, a jednak osobno". Można dzielić dom, posiłki, łóżko – i nadal czuć się samotną. To nie sam fakt przebywania wspólnie w jednej przestrzeni świadczy o relacji, ale zaangażowanie – gotowość, by być w środku codzienności drugiej osoby. To, że partner przechodzi obok, bierze prysznic, odkłada kubek do zlewu, nie oznacza jeszcze, że zauważa, że nie masz już siły. Że zatrzyma się, żeby zapytać: "Jak się czujesz?". Że wejdzie w środek bieżących wydarzeń, w sam środek macierzyńskiego tornada. Przecież to, co naprawdę buduje więź, nie mieści się w metrach kwadratowych ani liczbie wspólnych posiłków.

Czasem wystarczyłoby jedno spojrzenie. Kilka czułych słów. Gest, który wyrazi: "Widzę cię. Jestem tu. Nie tylko obok, ale z tobą". Właśnie tego bycia najbardziej brakuje. Obecność fizyczna to nie to samo, co obecność emocjonalna. Kiedy jej zabraknie – nawet najbliższy człowiek może stać się kimś zupełnie obcym.

Narodziny dziecka, jego pierwszy rok życia (a czasem i kolejne), to momenty, w których relacja z partnerem przechodzi ogromną próbę. Niby jesteśmy razem, ale każda z osób dźwiga na barkach coś innego. Inny rodzaj odpowiedzialności.

Ojcowie dźwigają odpowiedzialność za dom, rachunki, byt. My, matki – odpowiedzialność za wszystko inne: za życie, potrzeby, emocje małego człowieka. (Dotyczy to okresu urlopu macierzyńskiego albo sytuacji, w których kobieta może zostać z dzieckiem w domu, ale wiele kobiet nie ma takiej możliwości. Pracują zawodowo, a po pracy zajmują się domem, opieką i wszystkim, co pozostało). Obie perspektywy są ważne, ale rzadko się ze sobą spotykają. Nie chodzi o winę. Wielu mężczyzn po prostu nie wie, jak naprawdę być obecnymi. Nie dlatego, że nie chcą, ale dlatego, że nikt im tego wcześniej nie pokazał.

Wychowywali się w świecie, gdzie mężczyzna miał być silny, odpowiedzialny i praktyczny. Dorastali w domach, w których nie mówiono o emocjach, a czułość i troska przypisywane były wyłącznie matkom, siostrom, babciom. Nikt im nie powiedział, że bliskość to nie tylko działanie, ale obecność, uważność i słuchanie. Bycie czujnym. Potem zupełnie wyprani i zagubieni stoją obok nas – kobiet, których też nikt nie przygotował i – próbujemy odnaleźć się w czymś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy, o czym nikt z nimi szczerze nie rozmawiał. Mimo że chcą dobrze, często po prostu nie wiedzą, jak naprawdę być razem w tym wszystkim.

Choć mówi się o tym mniej, badania pokazują, że ojcowie coraz częściej czują się przytłoczeni tym, co widzą w mediach społecznościowych. W badaniu przeprowadzonym przez Talker Research na początku 2025 r. aż 53 proc. rodziców przyznało, że nie są w stanie dorównać obrazom idealnego rodzicielstwa, które widzą na Instagramie czy Facebooku. To badanie dotyczyło także ojców i choć kobiety nadal częściej dzielą się swoimi doświadczeniami, to mężczyźni również porównują się do tego, co "powinni" robić jako ojcowie. Tylko że oni mówią o tym jeszcze rzadziej. Znoszą tę presję w milczeniu, często zamieniając frustrację w dystans lub wycofanie. Zamiast przyznać, że czują się niewystarczająco dobrzy, wolą udawać, że wszystko mają pod kontrolą. To tylko pogłębia emocjonalną przepaść między partnerami.

(...)

Okładka książki
Okładka książki Poli Wiśniewskiej © Wydawnictwo Bookend
Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!