Kinga co jakiś czas udostępnia na Instagramie zdjęcia zrobione w tym przepięknym miejscu. Pokazała swoje biuro pod palmami, nie waha się zachwycać idealną figurą w bikini. Niemal każdy jej post porusza ważne dla niej kwestie.
Niestety nie wszystkim podoba się zaangażowanie byłej gwiazdy TVN. Na krytykę odpowiedziała kolejnym postem.
Kinga Rusin postanowiła odnieść się do krytyki, która pojawiła się w momencie, kiedy zaczęła publikować posty, w których komentuje sytuację w kraju i na świecie. Uznała, że czas wypowiedzieć się na temat tego, co jest jej motywacją do tego, żeby w ten właśnie sposób prowadzić swoje social media.
Kilku osobom nie spodobało się, że na moim profilu na Instagramie, „pod palmą”, mocno wypowiadam się na tematy polityczne i społeczne. No tak, mogłabym przecież lokować jakiś dramatyczny ciuch, opowiadać bzdety o „rewolucji szczęścia”, walić monochromatyczne fotki 10 razy dziennie albo opowiadać, że wspieram wszystkie kobiety w głębi duszy, ale nie zaryzykuję na głos.
Ironizowała także na temat zarzutów, które padły pod jej adresem.
Podobno nie mogę się też wypowiadać na tematy społeczne, bo uczestniczyłam w protestach ulicznych tylko kilkanaście razy w ciągu ostatnich kilku lat i nie zostałam nawet aresztowana, a 100.000 zł, które wpłaciłam na ochronę prawną protestujących kobiet to zdecydowanie za mało. Nie wspomnę już, że publicznie mówię o moich darowiznach dla Domów Samotnej Matki i antyprzemocowych Niebieskich Linii by zachęcić ludzi sukcesu do podobnego działania. No po prostu odklejona nowobogacka celebrycka zgnilizna. Fu!
Następnie podsumowała rozważania stwierdzeniem, że zachęca do naśladownictwa.
Jeśli te moje działania są odklejone, elitarne i niesmaczne, to...zachęcam do naśladownictwa!
Na koniec pozdrowiła Jakuba Żulczyka, który komentował jej posty z tropikalnej wyspy.
PS. Pozdrawiam mojego ulubionego pogromcę elit Jakuba Żulczyka
Pod postem zachwyty. Internauci nie szczędzą komplementów Kindze.