Dziennikarka współprowadzi w tej stacji program Dzień dobry TVN, w którym występuje wraz z Marcinem Prokopem, tworząc pełen wigoru tandem. Obydwoje są prawdziwymi profesjonalistami. Jak się okazuje, Dorota nie przerwała pracy nawet, gdy w jej życiu rodzinnym doszło do najgorszego. Miesiącami musiała kryć grymasy bólu i łzy.
W rozmowie z Super Expressem Wellman użyła mocnych słów. Opowiedziała o tym, że widzowie oczekują od dziennikarzy, by ci byli pogodni i uśmiechnięci. Zaczęła:
G**no to widza obchodzi, co nas boli. Mamy się uśmiechać, iść do przodu, przyjść z dobrym nastawieniem. Widzów nie interesuje, co boli dziennikarza. Ma wykonywać swoją pracę. Bardzo często chorujemy i pracujemy, boli nas i pracujemy, mamy swoje psie smutki i pracujemy. My jesteśmy od tego, aby przynieść ludziom dobry nastrój z rana, dużo informacji, nadzieję na dobry dzień. Trzymamy d**ę w troki i zasuwamy. Byliśmy w bardzo trudnych sytuacjach, ja i Marcin, wielokrotnie.
Dodała, że sama przeżyła dramat, kiedy musiała przez osiem miesięcy udawać, że jest w dobrym nastroju, podczas gdy jej ciężko chora mama umierała:
Na przykład 8 miesięcy umierała moja mama, a ja pracowałam. Myślę, że nie ma co pokazywać wszystkim, w jak jestem tragicznej sytuacji, jak tragicznie cierpię z tego powodu, że moja mama odchodzi. To widzów nie interesuje. My mamy być w dobrej kondycji.
Gwiazda TVN straciła mamę w 2009 roku.
Choroba mamy nie była jedyną sytuacją, gdy Dorota musiała zaciskać zęby w pracy:
Migreny są rzeczą upierdliwą i uporczywą. Współczuję wszystkim migrenikom, jest ich w Polsce około 2 milionów. Naprawdę to ogromna grupa osób, która cierpi na tę chorobę. Wiedzą, o czym mówią. Ja tracę wzrok, możliwość mówienia (…) Zdarza mi się też pracować z migreną. Wtedy Marcin trochę bardziej przejmuje obowiązki, a ja mogę troszkę spokojniej zadawać pytania. To jest istotne, że mam takiego partnera.
Ale tak naprawdę pokazujemy tylko tę dobrą twarz. Swoje smutki zostawiamy tylko dla siebie.
Lubicie Dorotę Wellman? Oglądacie odcinki DDTVN z jej udziałem?