Chociaż Meghan Markle od porodu dzielą tygodnie, księżna nie zamierza zwalniać tempa i pokazuje się publicznie coraz częściej. Zaledwie wczoraj, 30 stycznia, pojawiła się w Teatrze Narodowym by od dyrektora przybytku odebrać nominację na honorowego patrona, a już 31 stycznia wyruszyła na kolejne spotkanie. Tym razem zobaczyła się ze studentami i wykładowcami wchodzącymi w skład rady Association of Commonwealth Universities. Jej stylizacja diametralnie różniła się od tej, w której brylowała na salonach dzień wcześniej.
Zamiast pudrowego różu - czerń. Meghan postawiła na czarną kreację od Givenchy i gruby płaszcz od tego samego projektanta, który zapięła tylko na jeden guzik pod samą szyją, by nie osłaniać swojego ciążowego brzuszka. Nie jest tajemnicą, że księżna bardzo lubi go eksponować, a w ten sposób był na pierwszym planie. Do swojej kreacji dobrała beżowe szpilki i delikatne kolczyki marki Dean Davidson. Co zaskakujące, nie zabrała ze sobą żadnej z tak lubianych przez nią torebek.
Na zdjęciach w oczy rzuca się jednak co innego - koczek w stylu baletnic, upięty z bardzo mocno ściągniętych do tyłu włosów wyeksponował więcej, niż Meghan mogłaby sobie tego życzyć. Do tej pory niskie, "luźne" upięcia lub rozpuszczone włosy piękne podkreślały jej twarz, ale tym razem fryzura podkreśliła jedynie, że księżnej nieco przybrało się w ciąży, co widać na jej wyraźnie zaokrąglonej twarzy.
Myślicie, że wróci do formy tak szybko jak Kate?