Mam trochę propozycji na Instagramie (śmiech). Kumple się teraz ze mnie śmieją, że jestem jednym z bardziej znanych rozwodników. Nie nadążam czasem z odpisywaniem. (…) To jest do mnie novum. Kilka dni po opublikowaniu oświadczenia (o rozstaniu) zaczęły do mnie przychodzić wiadomości. Najpierw było po dwadzieścia. Kiedyś było po sto ileś. Dostaje wiele ciężkich historii. Po tym, co ja u siebie opublikowałem, pisze do mnie bardzo dużo kobiet. Mówią o tym, co przeżyły. Muszę przyznać, że moja historia nie jest ciężka (w porównaniu z nimi). Z niektórymi porozmawiałem. Nawet gdzieś na jedną kawę się spotkaliśmy.
Otworzył się też na temat sławy i zainteresowania mediów. Jak się okazuje, pod jego domem roi się od paparazzich, z którymi jego bliscy zdążyli się już zaprzyjaźnić.
Hakiel zaczął ten wątek od nakreślenia swoich relacji z fotoreporterami:
Paparazzi już stoją pod domem, mogę pomachać, że "siema chłopaki". To jest taki moment. Nie wymieniając nazwisk, przed naszym rozstaniem było inne rozstanie i wiele się działo, teraz jest nasze. W show biznesie świeża krew jest potrzebna, ale to zaraz minie. Życie płynie dalej, staram się iść dalej. Ja to powiedziałem w "Mieście kobiet", że to nie jest Hollywood. To jest ich praca.
Następnie wskazał, że jego dzieci, a zwłaszcza córka, są zainteresowane ich obecnością:
Dzieci też im już machają, córka po mojej byłej partnerce ma chyba takie tendencje, że "Zobacz, pan nam robi zdjęcia". Nie mam nic do ukrycia, mi to nie przeszkadza, rozumiem, że oni też są w pracy. Niektórzy to trochę koloryzują.
Nie wydaje się wam, że Marcin tymi słowami wbił szpilkę w Kasię, sugerując, że jego była partnerka jest szczególnie zainteresowana byciem w blasku fleszy? Chyba można to tak zinterpretować, choć sam Marcin musiałby się wypowiedzieć... Co myślcie na ten temat?