Debiutancka płyta pokryła się złotem i rozeszła w ponad 35 tysiącach egzemplarzy (dziś za taką sprzedaż wręczana jest platyna). To z niej pochodzi piosenka Love is just a game, która czekała aż 17 lat, by stać się oficjalnym singlem promującym wydawnictwo. 20 listopada premierę miał teledysk do starego przeboju. Skąd taki szalony pomysł?
Mandaryna w rozmowie z reporterką Jastrząb Post zdradziła, dlaczego po prawie dwóch dekadach wróciła do promocji materiału z Mandaryna.com:
To jest w ogóle taka historia bardzo śmieszna. Wraz z moim przyjacielem Filo, odkryliśmy piosenkę, która jest prawie pełnoletnia. Trochę z sentymentem, trochę bo nam się podobała, trochę dlatego, że większość osób, które słuchają mojej muzyki lubi ją. Po prostu postanowiliśmy ją odświeżyć i stworzyć do niej teledysk. To jest piosenka, którą zagrałam na koncercie i do której nie miałam zrobionych animacji.
Jak wyglądała praca nad klipem?
Mój przyjaciel Filo wszystko wymyślił. Najpierw miały to być tylko animacje koncertowe, a on ze swoją tęczową głową wymyślił wszystko i trochę z sentymentu, trochę z miłości odkryliśmy tę piosenkę. To był zupełny spontan nakręcony starą kamerą. Mam nadzieję, że się spodoba. My go uwielbiamy, bo też piosenkę lubimy. Taki powrót w paru gadżetach do przeszłości.
Mandaryna – teledysk do Love is just a game:
Spontaniczny pomysł zaowocował teledyskiem, który przedpremierowo Marta pokazała 19 listopada w warszawskim klubie LGBT – Glam:
Tu są fajni ludzie. Bardzo życzliwi. Ja uwielbiam grać w takich klubach. To jest moja publiczność, która wszystko robi na 100%, a ja to lubię. Więc jeśli gram koncerty, to też lubię bawić się z ludźmi, którzy kochają się bawić na 100%. I to są takie miejsca, które naprawdę uwielbiam i cieszę się bardzo.