Niedawno do sieci trafiło nagranie z wnętrza auta, w którym jechała czwórka chłopaków. Opublikowany przez TVP film ma pochodzić z mediów społecznościowych syna celebrytki.
Dobra, już, k***a, starczy – powiedział, któryś z mężczyzn.
Niestety nie wiadomo, kto był autorem tych słów. Przypominamy też, że auto jechało z prędkością 120 km/h w miejscu, gdzie można jechać jedynie 40 km/h.
Funkcjonariuszom krakowskiej policji udało się ustalić, kto najprawdopodobniej prowadził samochód tej nocy. Wszystko wskazuje na to, że za kierownicą siedział syn Sylwii Perretii.
Odnosząc się do doniesień medialnych mówiących, że kierowcą była inna osoba, informujemy, iż wszystkie ustalenia wskazują, że to Patryk P. kierował wskazanym samochodem. W szczególności wskazują na to czynności identyfikacyjne na miejscu zdarzenia, materiał fotograficzny i nagranie z monitoringu ulicznego, na którym widać, jak Patryk P. chwilę przed wypadkiem wsiada za kierownicę swego samochodu - czytamy w oficjalnym komunikacie Małopolskiej Policji.
Manager Sylwii poinformował media o zupełnie innej wersji wydarzeń.
Patryk jako pasażer samochodu zginął w tragicznych okolicznościach. Patryk nie kierował, miał doświadczenie - powiedział mężczyzna.
Teraz agent gwiazdy wyjaśnił, skąd wzięły się te dwie sprzeczne informacje.
To, co przedstawiliśmy w sobotę w komunikacie, wynikało z naszej wiedzy, jaką mieliśmy kilka godzin po wypadku. To wszystko nas zaskoczyło. O dotychczasowych informacjach policji i jej ustaleniach wiemy. Zdajemy sobie z nich sprawę. Czekamy na poniedziałek, kiedy będziemy mieli wszystkie szczegóły. Do tego czasu nie komentujemy sprawy - powiedział w rozmowie z Wirtualną Polską.
Z jego wypowiedzi wynika, że najprawdopodobniej wszystkiego dowiemy się już najbliższy poniedziałek.