Syn Zenka Martyniuka nie ma zamiaru dać o sobie zapomnieć. Social media stały się dla niego kanałem, przez który ostatni zdarza mu się wdawać w konflikty. Kilka tygodni temu na swoim profilu groził niejakiemu Pawełkowi, który jest właścicielem lokalu i sklepu w Warszawie. Wielka afera niczego go nie nauczyła i postanowił ponownie zaatakować. Tym razem swoją uwagę skupił na Kamilu Bednarku i jego twórczości. W mediach rozpoczęła się prawdziwa bitwa.
Reporterka Jastrząb Post zapytała Liroya, co doradziłby obydwu panom w sytuacji konfliktu.
Ja święty też nie jestem. Potrafię wykorzystywać dobrze media, aby dobrze tyłek sprać. Ale ja zawsze jestem otwarty, mówię gdzie mieszkam i zapraszam. Tak więc nawet jeśli. Nawet jak miałem konflikty online, to nie starałem się ich rozwijać. Zawsze starałem się dzwonić do osoby i wytłumaczyć tę sprawę bezpośrednio.
Jakie rady ma dla Daniela i Kamila?
Chłopaki jak mają problem i chcą się pomiędzy sobą komunikować za pośrednictwem social mediów, to słabe jest. Weźcie sobie numery telefonów przekażcie, pogadajcie, spotkajcie się, zapalcie sobie fajkę pokoju. Prawda jest taka, że w tych social mediach łatwiej jest coś dodać w chwilach słabości, gdy ktoś wypije drinka za dużo, coś go bardziej zaboli i napisze. Tego nie uniknie nikt. Każdy może mieć tą słabą godzinę. Chodzi o to, aby wyciągnąć z tego wnioski. Ja nie wiem, jaki będzie wniosek dla nich, ale są różne rzeczy, które pozwalają zmniejszyć kontakty i porozmawiać normalnie.
Liroy bez ceregieli powiedział, co chłopaki powinni zrobić. Nikt nie ująłby tego dosadniej.
Proponuje zdzwonić się, umówić na spotkanie, napić się herbaty i zapalić to, co tam lubią palić, i pogadać.
Trzeba przyznać, ze rady Liroya mają sens.