Przez pałac przewinęła się armia niań, odkąd Meghan i książę Harry powitali Archiego w maju 2019 roku. O szczegółach donosi magazyn Woman's Day.
Kiedy urodził się Archie, Meghan stała się jeszcze trudniejsza. Chciała zrobić wszystko sama, ale szybko zdała sobie sprawę, że potrzebuje dodatkowej pary rąk, kiedy byli w Wielkiej Brytanii, ponieważ Harry był zawsze zajęty swoimi królewskimi obowiązkami.
Niestety niełatwo było sprostać jej oczekiwaniom.
Ona nigdy nie mogła znaleźć porozumienia ze swoimi niańkami. Była nadpobudliwa, a zwłaszcza nie mogła znieść tego, jeśli któraś z opiekunek radziła sobie z dzieckiem lepiej niż ona. Doszło do tego, że nianie nie wiedziały, jaka jest ich praca, ponieważ Meghan zawsze porywała Archiego ze sobą.
W ciągu pierwszych trzech miesięcy życia Archiego Sussexowie zatrudnili trzy nianie. Przy czym jedna z nich została zwolniona już drugiej nocy z powodu bycia nieprofesjonalną i nieodpowiedzialną. Nigdy jednak nie wyjaśniono, jakie zachowanie sprowokowało te zarzuty.
Meghan nie ufała nikomu jeśli chodziło o jej dziecko i pomimo mocno obwarowanych umów o zachowaniu poufności, które jej pracownicy są zmuszeni podpisywać, i tak zmuszała ich do oddawania telefonów, aby mogła sprawdzić, czy nie ma w nich zdjęć i wideo z Archiem. Stworzyło to koszmarne środowisko pracy, które nie mogło być dobre emocjonalnie ani dla Archiego, ani jego mamy, ani tym bardziej zatrudnianych opiekunek – donosi informator.
Teraz gdy Sussexowie przenieśli się do Stanów Zjednoczonych i zadomowili się w swojej rezydencji w Santa Barbara, wydaje się, że zrelaksowana Meghan żyje w zgodzie z otoczeniem – całodobowy personel opiekujący się chłopcem nie narzeka na jej charakter czy gwałtowne zachowania.
Ma armię ekspertów, którzy pilnują, by Archie dobrze dorastał. Są logopedzi, terapeuci behawioralni, hiszpańskojęzyczna niania, która upewnia się, że będzie dwujęzyczny, instruktorki jogi dla dzieci… jak to nazywasz, Archie ma wszystko. Meghan chce mu wynagrodzić fakt, że z powodu pandemii nie ma dzieci w jego wieku, z którymi mógłby się zintegrować i pobawić. Zatrudniła najlepszych ekspertów od dzieci, jakich można kupić za pieniądze, ale wciąż gdzieś krąży w pobliżu podczas jego lekcji – co jest w pewnym sensie sprzeczne z celem tego wszystkiego, ale pracownicy nie mają innego wyjścia, jak zaakceptować to, ponieważ jest księżniczką i ich zatrudnia.
Mimo że nieco złagodniała w USA, jej personelowi domowemu jest żal każdego, kto jest zaangażowany w opiekę nad Archiem. Nigdy nie wiadomo czego oczekiwać. Mówi się, że Meghan zachowuje się bardzo wytwornie i nawet stara się używać brytyjskiego akcentu, kiedy zwraca się do nauczycieli syna. Oni zaciskają zęby, bo wiedzą, że referencje od księżnej są bezcenne, jeśli chodzi o poszukiwania świetnego zatrudnienia.