Okazuje się, że Oleś była tak zachwycona swoimi intymnymi zdjęciami, że omyłkowo wysłała je do jednego z klientów, dla którego miała stworzyć materiał sponsorowany. Całą sytuację opisała na swoim profilu na Instagramie:
Jestem bardzo zażenowana i muszę się z wami podzielić moim przypałem dnia albo i miesiąca. Przypał jest podwójny. Zrobiliśmy z obecnym tu Mateuszem materiał dla klienta. Ja pisałam tekst, Mateusz zrobił zdjęcia. I wysłałam to wszystko do klienta. Tę całą paczkę… Te zdjęcia z tekstem. W zeszłym tygodniu… I dziś się zorientowałam, że nie załączył się tekst. Więc wysłałam szybko rano ten tekst, wysłałam maila z przeprosinami (…). I teraz klient mówi, że bardzo ładne te zdjęcia, ale mało trochę… Ja se myślę, kurde, 30 zdjęć załączyłam to mało? No dobra… Znajdziemy więcej. A tu się okazało, że ja załączyłam zły plik. Nie ten, w którym jest 30 zdjęć obiektu dla klienta. Klient dostał 5 moich portretów, które wysłałam do siebie samej na użytek prywatny – relacjonowała Julia Oleś.
Najważniejsze, że klient był zadowolony.