Dominika Chorosińska, zanim poświęciła się karierze politycznej w barwach Prawa i Sprawiedliwości, zdobyła szeroką rozpoznawalność dzięki roli w popularnym serialu "M jak miłość". Dziś zasiada w poselskich ławach. Podczas obrad Sejmu 4 września 2026 r., gdy z mównicy przemawiał wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz, z jej strony zaczęło dobiegać... szczekanie. Posłanka jednocześnie ostentacyjnie żuła gumę i zajmowała się telefonem komórkowym. Brak chęci przeprosin ze strony parlamentarzystki spotkał się z natychmiastową oceną specjalisty od marketingu politycznego.
ZOBACZ TAKŻE: Internauci niemal zjedli ją żywcem. Kontrowersyjne słowa Chorosińskiej skomentowała zakonnica
WIDEOKamil Sipowicz ocenił sytuację w Polsce. Wspomniał o faszyzmie:
Specjalista od wizerunku krytykuje zachowanie Dominiki Chorosińskiej
Filip Mecner podkreślił, że taki brak profesjonalizmu świadczy o braku argumentów merytorycznych oraz braku szacunku dla instytucji. W ocenie wizerunkowca zachowanie parlamentarzystki było absolutnym skandalem.
Szokujące było też ostentacyjne żucie gumy i korzystanie z telefonu. Sejm nie jest miejscem na takie demonstracje. Można się spierać, można ostro dyskutować, ale powinny obowiązywać elementarne zasady kultury osobistej i profesjonalizmu – zaznaczył.
Dodał również, że mimo wieloletniego doświadczenia w branży politycznej, ta sytuacja wprawiła go w osłupienie.
Naprawdę widziałem w polityce wiele rzeczy. Brałem udział w różnych kampaniach wyborczych, obserwowałem zachowania polityków, ale czegoś takiego nie widziałem nigdy. Myślałem, że już nic mnie nie zaskoczy, a jednak po raz kolejny okazało się, że słowo "nigdy" jest bardzo niebezpieczne. To było po prostu kuriozum – ocenił ekspert.
ZOBACZ TAKŻE: Dziennikarka Polsatu oburzona szczekaniem Chorosińskiej
Ekspert o przekroczeniu granic przez Chorosińską
Zdaniem specjalisty zaszła sytuacja wyznacza nowy, niezwykle niepokojący poziom w historii polskiej debaty publicznej. Zestawiając wybryk Chorosińskiej z dawnymi incydentami na Wiejskiej, Mecner uznał, że doszło do przełamania kolejnej bariery.
To już poziom, który sprawia, że pani Chorosińska przebiła nawet Krystynę Pawłowicz. Ta zapisała się w pamięci opinii publicznej między innymi jedzeniem podczas obrad. Tutaj mamy szczekanie z ław poselskich i demonstracyjne lekceważenie powagi miejsca. To naprawdę trudne do przebicia – zauważył.
Ekspert zwrócił uwagę na fakt, że parlamentarzyści są utrzymywani z pieniędzy podatników i ciąży na nich obowiązek zachowania chociażby minimalnych standardów:
Sejm jest miejscem szczególnym. Posłowie reprezentują obywateli, są utrzymywani z naszych, podatników, pieniędzy i powinni zachowywać się adekwatnie do pełnionej funkcji. Nie muszą być sztywni, ale powinni wykazywać minimum powagi. Tutaj nie było ani powagi, ani profesjonalizmu, ani kultury osobistej. Po tym wydarzeniu Dominika Chorosińska będzie się wielu osobom już na zawsze kojarzyć wyłącznie ze szczekaniem.
Na koniec ekspert dobitnie odniósł się do obniżania poprzeczki poziomu debaty w życiu publicznym.
To kolejny kamyczek do ogródka pokazujący, że nasza debata publiczna schodzi na bardzo niebezpieczne tory. Nie chcę powiedzieć, że schodzi na psy, bo byłaby to obraza dla tych wspaniałych zwierząt – dodał wizerunkowiec.