Miniony rok był zdominowany przez pandemię koronawirusa. Choroba na wiele miesięcy skutecznie zamknęła wszystkich w domach. Wiele osób zaczęło pracować zdalnie, a cały show-biznes w jednej chwili stanął w miejscu. Nie odbywały się żadne imprezy branżowe oraz wydarzenia kulturalne. Wszystko stało się chwilę po tym, jak swoją wielką premierę miał film 365 dni.
Anna-Maria Sieklucka bardzo przeżyła czas kwarantanny. Odbił się on niekorzystnie na jej zdrowiu. O wszystkim opowiedziała w rozmowie z reporterką Jastrząb Post. Wyznała, że przeżyła moment załamania zaraz po walentynkowej premierze 365 dni, gdy ogłoszono w kraju epidemię i wprowadzono pierwszą kwarantannę. Co się stało?
Przyznam się, że był taki moment. Odczułam go mocno w tym aspekcie, że nas zamykają. Trochę jako społeczeństwo zostały nam narzucone pewnego rodzaju zachowania i ramy, do których musimy się dopasować. To podziałało w mojej głowie tak, że ktoś mi coś nakazuje. Nie komentuję, że coś się działo, bo cały świat się z tym zderzył. Jednakże to mocno działało na moją psychikę i poczułam, że nie jestem w pełni wolnym człowiekiem, ponieważ nie mogę robić wszystkiego, co bym chciała. I nastąpił taki moment, że sobie pomyślałam, że nie dzieje się dobrze. Takie chwile powodują, że uciekamy w takie czarne meandry myśli. Uciekamy w tą swoją czarną sferę i zamykamy się w niej na chwilę krótszą bądź dłuższą.
Jak poradziła sobie z gorszym okresem?
Ważne jest, żeby wtedy pozwolić sobie na to, żeby przepracować ten czas i puścić to wolno. Ja tak zrobiłam. Pomogło. Nie projektować w swojej głowie czarnych wizji i nie nastawiać się na to, że teraz będzie tylko gorzej. Trzeba pomyśleć, co możemy zrobić my dla siebie, żeby ten czas wykorzystać jak najbardziej produktywnie i co zrobić, żeby w myśleniu dostrzegać światło. Po prostu.