Orzechowska zauważyła, że gdy influencerzy mówią o zarobkach rzędu 100–150 tys. zł, natychmiast pojawiają się komentarze, że to "za dużo", bo lekarze nie dostają takich pieniędzy, choć wykonują "o wiele ważniejszą pracę". Jak stwierdziła, ludzie często sprowadzają twórców do roli "kogoś, kto robi z siebie durnia", a mimo to zarabia więcej niż medyk.
Agnieszka Grzelak o „Królowych Przetrwania” i Karolinie Pajączkowskiej. Kulisy, emocje i napięcia:
Agnieszka Grzelak porównuje influencerów do lekarzy
Co na to Grzelak?
Ja o tej "ważności" słyszałam już wiele razy (...). Zawód lekarza jest bardziej poważany i to jest zawód od wieków. (...) To zawód, który realnie ratuje życia i ja to totalnie rozumiem — zaczęła.
Brzmi niewinnie? To dopiero początek jej rozważań. Grzelak stwierdziła bowiem, że również influencerzy mogą "ratować życia", nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy.
Nawet my nie wiemy, ile żyć mogłyśmy uratować nieświadomie — wyznała.
Potem zestawiła pracę lekarza z pracą twórcy internetowego:
Bo lekarz przykłada do tego rękę i swoją pracą ciężką, swoją nauką wieloletnią jest w stanie komuś uratować życie. Wiem, że robię z tego jakąś wielką patetyczną sprawę, ale naprawdę ja wam z ręką na sercu powiem, że słyszałam nieraz, że ktoś miał bardzo ciężki okres w życiu, typu już depresyjny, było bardzo ciężko i po prostu nie miał ochoty na nic innego niż tylko właśnie leżeć i tam zostać. I słyszałam, że po prostu w tych najtrudniejszych momentach, jak ktoś sobie odpalał jakieś moje takie głupotki, to gdzieś tam pomagało temu mózgowi się przełączyć na taki inny tryb, taki może luźniejszy, taki trochę, żeby się uśmiechnąć, żeby się zaśmiać tak bezwarunkowo. Taki bezwarunkowy odruch. Tym osobom robiło się lżej. Wiem, że używam tu mocnego słowa depresja, ale to jest to, co słyszałam od moich widzów.
Inchidris z kolei szybko sprowadziła rozmowę na ziemię. Przyznała, że to, iż influencerzy zarabiają więcej niż lekarze, wynika z mechanizmów kapitalizmu. Dodała też, że świat bez influencerów sobie poradzi, ale bez lekarzy "może być gorzej".
Ekspertka ocenia słowa Agnieszki Grzelak
Plotek poprosił o komentarz psycholożkę Katarzynę Smaruń, która już na początku zaznaczyła, że rozważania Grzelak i Inchidris idą w złym kierunku.
Wpływ społeczny i odpowiedzialność za ludzkie życie to dwie różne waluty. Nie można ich przeliczać tym samym kursem — usłyszeliśmy.
Ekspertka przyznała, że internetowe treści faktycznie mogą poprawiać komuś nastrój, dawać poczucie wspólnoty czy odwracać uwagę od trudnych emocji. To jest realny wpływ, ale — jak podkreśliła — nie ma nic wspólnego z pracą lekarza. Smaruń wyjaśniła, że medyk przez lata zdobywa wiedzę, bierze odpowiedzialność za zdrowie i życie pacjentów, a efekty jego pracy opierają się na nauce i kompetencjach.
Porównywanie tej roli do pracy lekarza jest, delikatnie rzecz ujmując, mocno nietrafione — powiedziała.
Psycholożka zaznaczyła też, że stwierdzenia o "ratowaniu życia" przez influencerów powinny być wypowiadane z dużą ostrożnością. Internetowe treści mogą być wsparciem, ale nie zastąpią profesjonalnej pomocy.
W kryzysie psychicznym kluczową rolę odgrywają specjaliści – psychiatrzy, psychologowie, psychoterapeuci - a także bliscy i system wsparcia. Treści internetowe mogą być cennym wsparciem, ale nie zastępują profesjonalnej pomocy. Influencer może być dla kogoś rozdziałem w książce. Lekarz często decyduje o tym, czy ta książka będzie miała kolejne strony — skwitowała.