Szanse na wygraną Moniki Kuszyńskiej ocenił Michał Wiśniewski, który dwukrotnie reprezentował Polskę na Eurowizji. W 2003 roku zajął nawet 7. miejsce, które jest najwyższym dla Polski od czasów Edyty Górniak. Lider Ich Troje nie daje In The Name Of Love większych szans na sukces. Bardzo krytycznie skomentował piosenkę Moniki:
Szanse są żadne. To moje subiektywne zdanie. Ja Monikę bardzo szanuję, jeśli chodzi o popkulturę. Ale generalnie to piosenka z cyklu „żadna”. Takich piosenek jest milion. Najgorszą rzeczą dla Moniki, jaka mogłaby się zdarzyć, to taka, że niepełnosprawność pomaga jej w osiągnięciu wyniku. Przesłaniem Moniki jest, że będąc niepełnosprawnym, można być w pełni sprawnym. To w sporcie możemy robić paraolimpiadę, ale nie w śpiewie. Ja ją sobie bardzo cenię, bo to na pewno osoba, która nie śpiewa z przypadku, natomiast nie oferuje też czegoś, czego nie słyszałbym już milion razy. Nie ma co się pastwić nad osobą, która jest przedostatnia u bukmacherów. Co nie znaczy, że nie postawię 5 euro, bo jak się zdarzy cud, to będę milionerem - powiedział w magazynie LOOK!
Michał Wiśniewski po drugim występie na Eurowizji w 2006 roku został mocno skrytykowany przez media. Obawia się, że podobny scenariusz może spotkać Monikę Kuszyńską:
Żyjemy w kraju absolutnego hejtu. W związku z tym życzę jej, żeby z Wiednia wróciła z tarczą. Ale jeśli wróci na tarczy, to życzę jej bardzo silnych nerwów, żeby mogła to przetrwać. Albo możemy liczyć, że ludzie się nie odezwą – to też jest jakaś forma wyrazu. Życzę oczywiście Monice wszystkiego najlepszego, bo za każdego będę trzymał kciuki. Po prostu szanse oceniam na niewielkie, bo patrzę na to realistycznie
Różnica pomiędzy Michałem a Moniką jest taka, że Wiśniewski wielokrotnie obiecywał, że "przywiezie Eurowizję do Warszawy", a zawodowo był wówczas na szycie polskiego show-biznesu. Może to miało wpływ na krytykę po przegranej w półfinale?