Aktor przyznał, że na początku fani go sprawdzali, co pewnie nie było łatwe, bo przecież grał trudnego bohatera, który miał tendencję do zmiennych zachowań i budził skrajne emocje.
To jest tak, jak się wchodzi do pewnej rodziny, to trzeba się dać sprawdzić. Widzowie mnie sprawdzali. Ja też nie grałem dobrego bohatera. Byłem trochę rozbójnikiem, słodkim, lub mniej słodkim, komuś się bardziej podobało, lub mniej. Natomiast wypracowaliśmy już taką postać Marcina, która gdzieś urzekała, gdzieś wzruszała, gdzieś rozśmieszała i gdzieś wzbudzała jakąś sympatię.
Jak dodał, nie spodziewał się, że jego wątek w serialu aż tak się rozwinie.
Nie. Ja tam przyszedłem na dwa dni w miesiącu. Miałem wrażenie, że moja rola jest bez kontynuacji. Ale okazało się, że producenci M jak Miłość bardzo mi zaufali i pozwolili mi się rozwinąć. Ja zrobiłem swoje i to wykorzystałem Jestem tam już 10 lat. Już niedługo będę mógł obchodzić swój benefis. Każdy dzień na planie M jak Miłość jest wyjątkowy. Cieszę się, że pracuję, mam pracę. Rozwijam się tam, rozwijam się w innych projektach.
Na zakończenie, przed naszymi kamerami, Mikołaj wyznał miłość do publiczności. Rzadko z jego ust publicznie padają tego typu deklaracje, co z pewnością docenią jego wielbiciele:
Jestem laureatem tych najważniejszych nagród dla aktora – nagród publiczności. Więc w ogóle – kocham Was widzowie.
Całość rozmowy w materiale wideo.