Michał Szpak z pewnością długo będzie wspominać minioną majówkę. W trakcie koncertu w Stalowej Woli na scenę posypały się jajka. Miał to być manifest nietolerancji wobec piosenkarza. Jak na to zareagował?
Rzeczy niektóre są niezależne od nas. Jestem postacią, która dla niektórych ludzi jest niezrozumiała i oni żyją w jakiejś takiej małej świadomości. Trudno. Takie rzeczy się wydarzają i nie mnie to oceniać. Koncert został pociągnięty do samego końca - wyznał
Michał Szpak zawsze udowadniał, że jest bardzo odporny na krytykę:
Ja wtedy zacząłem się straszliwie śmiać w trakcie piosenki, bo myślałem, że Polska już dorosła do takiego momentu kulturowego, że nie robi się u nas takich rzeczy, że to zamknięcie umysłowe już gdzieś tam po prostu odeszło, dlatego że coraz więcej w szkołach jest edukacji na ten temat, ale niestety zdarzyło się to, co się wydarzyło i to było dla mnie mega śmieszne. Ja się takimi rzeczami nie przejmuje. Ludzie po prostu muszą zrozumieć, że mogą robić, co tylko zechcą, aby protestować, a i tak nic z tego nie wyjdzie - zdradził
To jeden z najbardziej przykrych incydentów w karierze Michała Szpaka. Mamy nadzieję, że więcej do takich sytuacji już nie dojdzie. W końcu Michał to nie tylko ikona mody, ale też nasza duma narodowa. Wystarczy tylko przypomnieć jego eurowizyjny sukces sprzed roku.