Gdyby nie żona, to "już by nie żył". Marian Kociniak załamał się po jej śmierci
Marian Kociniak, który zasłynął dzięki roli w "Jak rozpętałem drugą wojnę światową", w życiu osobistym przez ponad 50 lat był związany z jedną kobietą. Grażyna Pliszczyńska była dla niego wszystkim, zmieniła też jego podejście do życia. Po śmierci żony już nie chciał żyć. Zmarł miesiąc później.
Marian Kociniak urodził się 11 stycznia 1936 roku w Warszawie. Uczył się w technikum budowy silników, ale marzył o byciu aktorem. Ostatecznie dostał się do PWST w Warszawie. Pewnego dnia na uczelnianym korytarzu zobaczył Marię Wachowiak, która akurat przyszła odebrać indeks z dziekanatu. Zachwycili się sobą nawzajem i szybko zostali parą, ale ostatecznie rozstali się po dwóch latach związku. "Byłem zakochany bezgranicznie, ale mnie porzuciła" – powiedział w jednym z wywiadów. Wachowiak wybrała Gustawa Holoubka, którego poznała na planie filmu "Pożegnania".
TYLKO U NAS: Zapytaliśmy Radosława Pazurę o sekret udanego związku
Marian Kociniak znalazł miłość w studiu dubbingu
Marian Kociniak po studiach rozwijał karierę aktorską. W 1961 roku w studiu dubbingowym poznał montażystkę filmową Grażynę Pliszczyńską, wówczas żonę operatora Andrzeja Gronau, z którym miała syna. Kociniak w jednym z wywiadów wyznał:
Zasłoniła mi świat. Przy niej inne kobiety traciły blask.
Marian Kociniak i Grażyna Pliszczyńska długo musieli walczyć o akceptację swojego związku przez rodziców aktora. Ostatecznie się to udało, dzięki czemu w 1963 roku wzięli ślub. Niedługo później urodziła im się córka, Weronika. Aktor w tamtym czasie ponownie rzucił się w wir pracy, by utrzymać rodzinę, z którą zamieszkał na warszawskiej Saskiej Kępie. Zagrał w ponad 30 filmach, a największą popularność przyniosła mu rola Franka Dolasa w "Jak rozpętałem drugą wojnę światową" i murgrabiego w "Janosiku". Mimo sukcesów zawodowych, w jego domu nie działo się najlepiej, aż w końcu nadszedł czas poważnego testu dla całej rodziny.
Marian Kociniak dla żony porzucił imprezy
Marian Kociniak swego czasu prowadził bardzo imprezowy tryb życia, co mocno odbiło się na jego życiu domowym. Grażyna Pliszczyńska w końcu powiedziała "dość" i w 1978 roku wyniosła się z domu i wyjechała z dziećmi do Paryża. Aktor się załamał i obiecał poprawę, co poskutkowało, bo żona po jakimś czasie do niego wróciła. Kociniak w jednym z wywiadów powiedział:
Gdyby nie Grażynka, to już bym nie żył. Ona o wszystko dba. Dba, żebym się nie roztył i nie rozpił. Całe życie walczy z moimi papierochami... Jest moim najlepszym cenzorem, mówi mi, co sknociłem, co zagrałem dobrze. Tyle, ile przykrości narobiłem tej mojej Grażynce... Że też ona ze mną tyle wytrzymała. Słucham jej we wszystkim.
Marian Kociniak w 2013 roku zakończył karierę aktorską. Trzy lata później stracił kobietę swojego życia – Grażyna Pliszczyńska zmarła 11 lutego 2016 roku. Śmierć żony załamała wdowca, który ponoć nie krył się z tym, że już nie chce żyć. Zmarł niedługo później, bo 17 marca 2016 roku. Został pochowany na cmentarzu Ewangelicko-Reformowanym w Warszawie.