Jak informuje Super Express, Borkowski wszedł teraz na ścieżkę wojenną ze swoją szwagierką. Spór rozpoczęły domniemania aktora, jakoby siostra zmarłej żony zabrała pamiątki komunijne jego dzieci. Jacek Borkowski podejrzewa również, że kobieta zabrała pierścionek zaręczynowy i obrączkę zmarłej Magdy, dlatego zgłosił sprawę na policję, która uznała siostrę Magdy za niewinną, a biżuteria trafiła do depozytu. Aktor nie ma zamiaru tak łatwo się poddawać i będzie dalej dociekał prawdy:
Oczywiście odwołam się od tego wyroku, gdzie tylko będę mógł. Nie mogę pojąć, jak można tak zrobić, jak można dawać taki przykład siostrzeńcom i jeszcze domagać się sądownie praw do spotkań z nimi? Wolę izolować dzieci od takich osób. - czytamy w najnowszym wydaniu Super Expressu.
Jacek Borkowski łapiąc się wszelkich metod uratowania swojej reputacji i udowodnienia swojej racji postanowił napisać list do samego Zbigniewa Ziobry:
Zdenerwowałem się i napisałem pismo do samego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Chcę, żeby mi wyjaśnił, jak mam wytłumaczyć ten wyrok dzieciom. Czy mam im mówić, że mogą wynosić z cudzych domów rzeczy i że to jest w porządku? Mnie w domu uczono czegoś innego: zabieranie rzeczy, które nie należą do ciebie, jest złe i takie zasady do tej pory wpajałem dzieciom, mam nadzieję, że nie będę musiał ich zmieniać - powiedział dla Super Expressu Borkowski.
Gwiazdor Klanu bardzo wierzy w pomoc Ministerstwa Sprawiedliwości i cierpliwie czeka na satysfakcjonującą odpowiedź.
Czekam cierpliwie na odpowiedź i mam nadzieję, że uzyskam ją jeszcze przed rozprawą apelacyjną. - przyznał aktor.