Iwona Pavlović nie może nachwalić się Sylwestra Wilka. Czym ujął ją niepełnosprawny uczestnik "TzG"? [WIDEO]
Sylwester Wilk w Tańcu z gwiazdami tańczy w duecie z Hanną Żudziewicz. Widzom Polsatu znany jest jako sportowiec z programu Ninja Warrior Polska. Mężczyzna ma za sobą trudne dzieciństwo – był adoptowany, a jako młody człowiek sprawiał kłopoty swoim rodzicom. Jako 17-latek często po alkohol i narkotyki. Z tarapatów wyciągnął go sport. Został trenerem i biegaczem. Dziś jest inspiracją dla innych.
Tuż po udziale w show Ninja Warrior w jego życiu wydarzył się dramat. Sylwester uległ ciężkiemu wypadkowi. Jechał motocyklem i uderzył w niego samochód. Tylko dzięki szybkiej interwencji przechodniów w ogóle przeżył. Konieczna jednak była amputacja nogi. Wydawało się, że młodemu sportowcowi runął świat. On jednak się nie poddał i dzięki ogromnej determinacji i sile znowu chodzi. Udało mu się zebrać fundusze na profesjonalną protezę i nie musi rezygnować z aktywności.
Iwona Pavlović o Sylwestrze Wilku w Tańcu z gwiazdami
Iwona Pavlović po pierwszym odcinku przyznała, że jest dumna z umiejętności jakie na treningach nabył niepełnosprawny uczestnik. Najbardziej sroga jurorka czuje się zaszczycona obecnością Wilka w Tańcu z gwiazdami.
Myślę, że tak fajny facet, który otarł się o jakieś dno życiowe i teraz wypadek, i wszystko. Jestem dumna z tego, że jest w naszym programie. Czuję się zaszczycona, że możemy w naszym programie taką osobę oceniać, ale też zobaczymy te umiejętności jakie on będzie miał.
Jej zdaniem nie chodzi tylko o taniec, ale także o fakt, że jego postawa może wpłynąć na innych, którzy w swoim życiu muszą zmagać się z przeciwnościami losu.
Głównie, chodzi mi o to, że udział takiej osoby jak on w programie, daje nadzieję ludziom słabym. Jest cała masa słabych ludzi, którzy ulegają wypadkom, nieszczęściom, siedzą w domu płacząc i uważają, że ich życie się kończy. On może naprawdę do nich dotrzeć. Jeżeli dotrze chociaż do jednej osoby i ten ktoś powie "wow, może zacznę coś robić w kierunku, o którym wcześniej nie myślałem", to właśnie o to chodzi.
Cała rozmowa poniżej.