Ewa Skibińska dosadnie o Kościele. Mówi wprost o "buncie i niezgodzie"

Ewa Skibińska otwarcie mówi o tym, że planuje odejść z Kościoła katolickiego. W rozmowie z Zuzanną Bukłahą odniosła się do kwestii swojej wiary, a także zaczęła dumać o swoim pogrzebie. "Dla mnie to nie ma znaczenia, co się ze mną stanie. Jeśli rodzina będzie chciała mnie rozsypać, spalić, zamknąć w szklanej trumnie – niech robią, co chcą" – powiedziała w książce pt. "Portret kobiety niedojrzałej" (Wyd. W.A.B.)

Ewa SkibińskaEwa Skibińska
Źródło zdjęć: © KAPIF
Sergiusz Królak

Ewa Skibińska w zeszłym roku udzieliła wywiadu redakcji Plejady, w którym przedstawiła swój krytyczny stosunek do Kościoła. "Nie ma mojej zgody na jego obecność w polityce. Przeraża mnie wszystko to, co dzieje się w tej instytucji. (...) W co wierzę? Nie wiem. Na pewno nie w Boga. Ale nie rozgryzłam tego jeszcze do końca" – wyjawiła. Na potrzeby wywiadu-rzeki z Zuzanną Bukłahą, który został opublikowany w książce pt. "Portret kobiety niedojrzałej", znów poruszyła temat Kościoła i swojej wiary w Boga.


WIDEO
"Kultura WPełni": Ewa Skibińska szczerze o mrocznych stronach aktorstwa, relacji z nagością i problemie z alkoholem

Ewa Skibińska, Zuzanna Bukłaha; "Portret kobiety niedojrzałej" [FRAGMENT KSIĄŻKI]

(...)

Wiem, że twoja mama nie jest najszczęśliwsza, że udzielasz tego wywiadu. Że nasza książka powstaje.

Mama ma wpojone zasady, by zawsze być "akuratną" osobą. Wychowywała mnie w duchu: szanuj się, nie mów za dużo. Gdy przyszła popularność, często tłumaczyłam jej, na czym polega Pudelek, jak działa internet, że nie wszystko, co się o mnie pisze, jest prawdą. Wie już, że nie jestem taką samą osobą jak ona, choć czasem bardzo by tego chciała.

Dziś obserwuję mamę w jesieni życia – wciąż celebruje święta, czasem pójdzie na mszę, czasem po prostu posiedzi w kościele. To ciekawe, bo dla mojej mamy teraz bardzo ważne jest, gdzie będzie pochowana po śmierci. Jej marzenie to spocząć obok siostry. Zapytałam ją kiedyś: "Mamo, a nie chciałabyś leżeć ze mną?". Była zaskoczona, nie pomyślała o tym. "No pewnie, że tak", odpowiedziała.

Zastanawiam się czasami, czy kiedyś będę miała potrzebę podobnych doświadczeń.

Duchowych, religijnych?

Tak. W liceum, mimo że (...) nie poszłam do bierzmowania, lubiłam wejść do kościoła – dla architektury, ale i dla skupienia. To było miejsce rozmowy z samą sobą, chwila ciszy.

Dziś już tego nie robię, z buntu, z niezgody na to, czym jest ta instytucja. To miejsce już mnie nie koi, bardzo się od tego wszystkiego oddaliłam.

A samo pojęcie Boga?

Zastanawiam się, czy jest jakaś postać Boga, czy coś poza nami istnieje. Może to tylko metafizyka, bóg z małej litery. Myślę o tym czasem, szczególnie kiedy pojawia się pytanie: jak złagodzić lęk przed śmiercią? Jak przejść na "tamtą stronę"? Co mi mówi wyobraźnia? Czy istnieje ta druga strona, czy po prostu znikniemy, czy jednak coś po nas zostanie? Każdy ma na to swój pomysł.

A jaki jest twój?

Najbardziej pogańskie jest we mnie to, że szukam znaków wokół siebie. Kiedy miałaś przyjść do mnie po raz pierwszy, pomyślałam, że będę siedzieć na fotelu z widokiem na drzewo. To drzewo miało mi pomóc w rozmowie, bo to mój taki Boży Drzew. Przez całą pandemię nazywałam je swoim przyjacielem. Czy drzewo może być przyjacielem człowieka? Myślę, że tak. Czasem łatwiej znaleźć ukojenie w przyrodzie niż w jakiejkolwiek religii czy instytucji.

Ewa Skibińska o swoim pogrzebie. "Nie chciałabym mieć grobu"

Tak się składa, że rozmawiamy w tygodniu wyboru nowego papieża.

Nie przeżyłam żadnej euforii z tym związanej. Owszem, jest zaskakująco przystojny, ale bardziej czekam na relację z jego meczów tenisowych niż na papieskie wystąpienia.

Czyli co, po śmierci…

Często myślę o tym, że nie chciałabym mieć żadnego grobu. Bardzo podoba mi się idea grzebania ludzi w taki sposób, by po śmierci wyrosło z nich drzewo. To jest dla mnie najpiękniejsze: zostać tutaj i wrócić do świata w innej formie. Natomiast chyba najbardziej wierzę w to, że jakaś cząstka mnie wróci w innym człowieku albo może jeszcze w czymś zupełnie innym?

Dla mnie to nie ma znaczenia, co się ze mną stanie. Jeśli rodzina będzie chciała mnie rozsypać, spalić, zamknąć w szklanej trumnie – niech robią, co chcą. Nie chcę robić kłopotu. Czuję, że to już naprawdę nie ma znaczenia, co będzie, gdy mnie nie będzie.

A sam moment śmierci? Chyba wszyscy mamy o nim jakieś wyobrażenie.

Kiedy myślę o śmierci, wyobrażam sobie, że jeśli już miałabym odejść, chciałabym, żeby to była moja decyzja. Żeby to przyszło wtedy, kiedy poczuję, że jestem już zmęczona, że już nie chcę tu być.

Boję się odejścia, ale bardziej boję się utraty tej kontroli, tego, że już nie będzie mi się chciało walczyć.

Ciekawi mnie też, jak to jest, że nawet osoby, które nie wierzą w nic "po", kiedy stają nad grobem bliskiej osoby, zaczynają myśleć, że może jednak coś jest "dalej". To moment, który potrafi przemienić myślenie, sprawić, że człowiek chciałby wierzyć, że gdzieś jeszcze się spotkamy. Może to nie chodzi o religię, tylko o zwykłe ludzkie przywiązanie – nie wyobrażamy sobie, że już nigdy nie zobaczymy tej osoby.

Zawsze, gdy kończyłam ważny związek, umawiałam się z partnerem na "życie po życiu". To była taka umowa: musimy się spotkać jeszcze raz, gdzieś, kiedyś, po tamtej stronie.

Myślisz, że chodziło o miłość czy raczej o lęk przed samotnością nawet po śmierci?

To chyba pragnienie, żeby nie być samemu, gdy już nas nie będzie. Moja wnuczka rysuje obrazki po śmierci swojego kota – siebie przytuloną do niego, kota patrzącego na nią, ich wspólne serce. To opatrzone jest prośbą, żeby kot wrócił. Zastanawiam się, czy ktoś będzie kiedyś celebrował moje odejście w taki sposób.

Okładka książki
Okładka książki autobiograficznej Ewy Skibińskiej © Wydawnictwo W.A.B.
Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!