Reporterce Jastrząb Post udało się porozmawiać z Edytą, która zdradziła, że ma wobec siebie spore wymagania. Chociaż krytycy muzyczni od lat zachwycają się jej talentem, to ona sama podchodzi do swojego wokalu z lekkim dystansem. Jest prawdziwą perfekcjonistką, która od lat dąży do doskonałości i to nie tylko w życiu zawodowym, ale także prywatnym.
Czy Edyta Górniak ogląda swoje występy?
Większość swoich wystąpień oglądałam. Dlatego, że ja się uczę ze swoich błędów. Rzadko kto potrafi wyłapać błędy, które ja wysłuchuję i dopatruję się ich. Czasem nawet nie mam kompana do rozmowy. Myślę, że tutaj zrobiłam coś źle, a nikt nie słyszy. Jestem trochę samotna w tej krytyce, ale nie szkodzi. Tak się nauczyłam od wielu lat. Od początku właściwie, żeby patrzeć krytycznie na samą siebie po to, aby móc się rozwijać. Postawiłam sobie różne poprzeczki, ścigam się sama ze sobą. Nie chodzi o to, aby porównywać się do innych. Staram się być najlepszą wersją siebie, jaką mogę być w każdej dziedzinie życia. Czy to dotyczy bycia mamą, przyjacielem, ukochaną, czy bycia artystką. Nie lubię robić rzeczy byle jak.
Artystka zdradziła nam jeden ze swoich sekretów:
Nie wiem, czy to kiedykolwiek mówiłam, ale oglądając pierwszy raz dwa swoje występy, widzę tylko błędy. Dopiero potem przestawia mi się głowa i oglądam to pod kątem ogólnego wrażenia, jakie ludzie mogli mieć. Staram się wejść w rolę widza i faktycznie zobaczyć, czy pewne błędy mogły przemknąć niezauważone. Pierwsze co robię, to automatycznie wyłapuję błędy. To jest mechaniczna reakcja.
Jak oceniacie występy Edyty?