Przyznał równie, że cała grupa po napadzie została w Paryżu, gdzie próbowali pozostać niewidoczni, a następnie przemieścili się do małego miasteczka w Belgii, żeby upłynnić łup.
Jednak wypytywany o imponujący pierścionek zaręczynowy nie chciał zabierać głosu, powiedział tylko, że pierścionek ma ktoś, czyjej tożsamości nie zdradzi
Rozbawiły go też pytania o to, jak zaplanowali napad:
Co zabawne, nie spodobał mu się sposób w jaki Kim przedstawiła historię napadu policji i prasie:
Czyli generalnie kilku podstarzałych rzezimieszków weszło na Instagrama Kim Kardashian i już wszystko wiedzieli. Niech to będzie nauczką dla nas wszystkich kochani - nie chwalcie się swoimi milionami w mediach społecznościowych. Żadnych zdjęć diamentów, prywatnych samolotów i Ferrari!