Gwiazda doskonale wie, że nic tak nie pobudza męskiej wyobraźni jak grecka opalenizna połączona z ognistą czerwienią. Na kolacji prezentowała się wyśmienicie. Podobnie zresztą jak na plaży, gdzie podejrzeli ją paparazzi w skąpym bikini.
W komentarzach zaroiło się od ochów i achów. Nie dostrzegliśmy nawet jednego słowa krytyki, co w przypadku tak potężnej armii obserwatorów jest ogromnym sukcesem.
Dzięki hasztagom dowiedzieliśmy się, że czerwona sukienka Anny Lewandowskiej pochodzi ze sklepu Sugarfree. Coś czujemy, że wkrótce na ulicach w tym samym modelu będzie można spotkać wiele Polek.