Gdy w 2019 roku Patryk Vega ogłosił, że tworzy film uderzający w ówczesne elity władzy, w kraju zawrzało. Największą ciekawość budziło to, kto wcieli się w postać wzorowaną na Jarosławie Kaczyńskim. Wybór padł na uwielbianego przez widzów Andrzeja Grabowskiego. Aktor podszedł do zadania niezwykle poważnie – nie chciał stworzyć taniej karykatury ani kabaretowego skeczu, na co zresztą od początku nie wyrażał zgody w rozmowach z reżyserem. Jak się jednak okazało, próba pokazania ludzkiego oblicza wpływowego polityka spotkała się z niezrozumieniem i oporem. I to wcale nie ze strony zwolenników prezesa Prawa i Sprawiedliwości.
WIDEOTYLKO U NAS. Show-biznesowy tydzień pełen dram. Działo się! [WIDEO]
Andrzej Grabowski o atakach po zagraniu w filmie Vegi
W rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Andrzej Grabowski wrócił pamięcią do tamtych wydarzeń i podzielił się gorzką refleksją na temat polaryzacji polskiego społeczeństwa, która nie oszczędza nawet sztuki aktorskiej. Zapytany o to, czy "dostało mu się" od publiczności za tamtą rolę, odpowiedział wprost:
Paradoksalnie bardziej od ludzi, którzy Kaczyńskiego nie lubią. Bo niektórzy mieli pretensje, że go "ociepliłem". Była taka scena z Maćkiem Stuhrem, który zagrał masażystę prezesa, kiedy Kaczyński wspomina dzieciństwo, puszczanie kaczek z bratem. I ja nie chciałem grać polityka. Chciałem zagrać człowieka, który przypomina sobie szczęśliwy moment z dzieciństwa. No bo przecież każdy takie momenty ma. Jeżeli nie miał patologicznego dzieciństwa, to pamięta matkę, ojca, jakieś wakacje, jakieś zabawy. Nagle się okazało, że dla części ludzi to już było za dużo człowieczeństwa – odpowiedział Andrzej Grabowski.