Okazuje się, że mimo ciąży Meghan, książę i księżna nie rozważyli nawet przerwania zaplanowanej podróży dyplomatycznej. Nie zastanawiali się również nad opcją wysłania w nią tyko księcia Harry'ego i z jednej strony bardzo się to chwali, bo ciąża nie jest przecież chorobą. Z drugiej strony należy przyjrzeć się harmonogramowi ich 16-dniowej dyplomatycznej podróży, by zrozumieć dlaczego fani mają wątpliwości. Jak donosi Hello, Meghan naprawdę wzięła sobie na barki za dużo.
Podczas spotkania z jedną z matek w Sydney, księżna wyjawiła, że w ciągu swojej pierwszej oficjalnej dyplomatycznej trasy, czeka na nią 76 różnych spotkań w Australii, Nowej Zelandii, na Fidżi i Tondze. Wydaje się, że to odrobinę za dużo, a przeforsowywanie się w jej stanie nie jest mądre.
Jak myślicie?