Piosenkarka opowiedziała Natalii Hołowni o swojej walce z chorobą i utratą głosu, planowaniu wesela i życiu przy boku swojego męża. Przyznała, że w momencie kiedy dowiedziała się, że być może nie będzie mogła wrócić do śpiewania nie miała żadnego planu awaryjnego i pomysłu na siebie.
Nieraz słyszeliśmy plotki o tym, że Marina jest ciężka we współpracy i rozkapryszona. Co powiedziała na ten temat?
Nie wiem z czego to wynika. Jestem perfekcjonistką. Lubię wszystko kontrolować. Zawsze uprzedzam o tym osoby, z którymi współpracuję. Nie wydaje mi się, że to jest rozkapryszenie. Nigdy nie chciałam być produktem i myślę, że to jest kwestia tego
Marina zdradziła, że wesele pomagała przygotować jej wedding plannerka i zajęło im to około 6 miesięcy.
Dla mnie najważniejsze było to, żeby najważniejszy dzień w życiu nie stał się czerwonym dywanem. To było kameralne wydarzenie. Gdybyśmy robili ślub w Warszawie pewnie byłoby 200,300 osób a może więcej i ciężej byłoby utrzymać to w tajemnicy
Gwiazda opowiedziała też o swoich obawach, na początku gdy poznała Wojtka.
To jest straszne! Ja się tego bałam, bardzo się bałam na samym początku jak poznałam mojego męża. Zobaczysz będą o mnie pisać, że już nie jestem Mariną, stracę moje nazwisko i będę twoją dziewczyną, narzeczoną, żoną. Będą pisać, że mi wszystko kupiłeś, załatwiłeś i tak dalej. Jest to dla mnie przykre, bo długo pracuję na swoje imię
Żona Wojtka Szczęsnego opowiedziała również o przyjaźniach między WAGs.
Na pewno to jest normalna sprawa, kiedy nasi mężowie robią to samo i spotykamy się w tych samych miejscach. Dziewczyny są super utalentowane, kochane, miłe i wspieramy się nawzajem. Walczymy z tym stereotypem WAG. Na początku jak ktoś mnie tak nazwał to myślałam, że zejdę
Łuczenko-Szczęsna powiedziała też, że nie zamierza porzucać kariery i rezygnować ze swojej pasji. Cały czas chciałaby robić to co robi i bardzo krzywdzą ją opinie, że jest tylko żoną swojego bogatego męża.
Czekamy z niecierpliwością na płytę Mariny. Jesteście jej fanami?