Byłam wtedy naprawdę chuda. Jak tylko coś zjadłam, od razu poszłam do łazienki, by wszystko zwymiotować. Było to sześć miesięcy przed igrzyskami w Soczi - powiedziała reprezentantka Polski fińskiemu portalowi Ilta-Sanomat.Ciężko trenowaliśmy, miałam szczęście w zawodach. Były dni, kiedy nie mogłam opuścić mojego pokoju, ale moje wyniki się nie zawaliły - dodała.
W kategoriach cudu należy rozpatrywać sukces Kowalczyk w Soczi, która sięgnęła po złoty krążek w biegu na 10 kilometrów. Oprócz depresji zmagała się również z problemami fizycznymi. O tym, że Justyna nie radzi sobie z problemami zauważyli najbliżsi, którzy zaczęli namawiać ją na terapię. O wszystkim dowiedzieliśmy się z głośnego wywiadu, którego sportsmenka udzieliła Gazecie Wyborczej:
Czułam, że moje wyniki się zawalą. Byłam bezsilna i naprawdę chora. Nie chciałam żyć. Nie wstawałam z łóżka przez dwa tygodnie - zdradziła.(...) Przez całe życie słuchałam smutków innych ludzi. Przyszła moja kolej, aby poprosić o pomoc i opowiedzieć o wszystkich moich problemach. To był ostatni sposób na ułatwienie mi życia. Nie musiałam się już uśmiechać, gdy nie chciałam - przyznała.
Z ostatniej rozmowy z Kowalczyk dowiadujemy się także, że nadal zmaga się z chorobą i korzysta z porad ekspertów. Jak zauważa portal WP Sport, Justyna jest swoim największym wrogiem, a przed nią mordercza walka o medal na Igrzyskach Olimpijskich w Pjongczangu:
Uśmiech powraca na moją twarz, a życie wydaje się normalne. Są jednak chwile, gdy obawiam się, że depresja wróci. Nadal potrzebuję silnych leków, by móc spać w nocy - zakończyła.
Trzymamy kciuki za Justynę