Jan Frycz zmarł 15 sierpnia 2026 r. w wieku 72 lat. W ostatnich latach poważnie chorował, ale nie mówił publicznie o kłopotach ze zdrowiem. Mimo problemów nie porzucił swojej największej pasji, czyli aktorstwa. Jesienią br. miał zagrać premierę w teatrze, poza tym wystąpił w nadchodzącym filmie o himalaistce Wandzie Rutkiewicz, a niebawem miał wejść na plan "A właśnie że tak!" (kontynuacji "Nigdy w życiu!" z 2004 r.). Ostatnim filmem z jego udziałem był "Król dopalaczy", który wszedł do kin w marcu 2026 r. Frycz na premierze udzielił wywiadu, który teraz nabiera nowego znaczenia.
WIDEOJan Frycz trzykrotnie brał ślub. Historia kochliwego aktora
Ostatni wywiad z Janem Fryczem
Jan Frycz w rozmowie z reporterką Onetu nie mógł nachwalić się młodego pokolenia aktorów. Mówiąc o partnerujących mu na planie "Króla dopalaczy" Tomaszu Włosoku i Vanessie Aleksander, powiedział:
Pozostaje tylko podziwiać ich, naprawdę podziwiać. (...) Oni wnoszą takie nowoczesne podejście do aktorstwa, pełną świadomość. To bardzo mi się podoba i mi imponuje.
Jan Frycz opowiedział też o przesłaniu filmu. "To jest kino o tym, co grozi młodym ludziom. Film o pewnego rodzaju wyborach. Że jedna decyzja powoduje całą lawinę zdarzeń, która zmienia człowieka" – podsumował "Króla dopalaczy".
Aktor w marcu 2026 r. odniósł się także do tezy postawionej przez dziennikarkę, że "sztuka wciąż może wpływać na życie ludzi w XXI wieku". Stwierdził:
Daj Boże, żeby chociaż jeden człowiek się uratował od tej zarazy. Zresztą nie tylko tej, od tych zagrożeń cywilizacyjnych, które są wytworem dzisiejszych czasów, to uzależnienie się chociażby od internetu.
"Poza tym to ogromne poczucie samotności, te nowe choroby cywilizacyjne, depresja, szukanie złagodzenia sobie tego bólu istnienia. W dzisiejszych czasach to bardzo aktualny temat. (...) Myślę, że ludzie są bardziej samotni niż za moich czasów. Mniej się do siebie uśmiechają, mniej ze sobą rozmawiają. (...) Młody człowiek, nawet 6- czy 7-letnie dziecko, oprócz tego, że należy mu się beztroska, (...) to musi brać odpowiedzialność za swoje czyny" – przyznał ze smutkiem.
Jan Frycz w swoim ostatnim wywiadzie podsumował polską politykę
Jan Frycz odniósł się także do ogłoszenia Przemysława Czarnka jako kandydata PiS na premiera po ewentualnym zwycięstwie partii w wyborach parlamentarnych. Zapytany, jaki to może mieć wpływ na polską kulturę i czy w ogóle śledzi polską politykę, wskazał:
Polska polityka tak się wciska, że nie sposób o niej myśleć. Jeżeli chodzi o polską kulturę, to bez względu, kto będzie premierem, od dawna jest (...) troszeczkę odsunięta na dalszy plan. Nie jest tak ważna dla naszych rządzących.
"Moje pokolenie, kiedy rządziła lewica i to były lata 70., to myśmy byli w beciku zainteresowań władzy. Filmowcy czy teatr, opera — wszystko było szalenie ważne. Dzisiaj słyszę, że nie ma pieniędzy. Ludzie tak ukradkiem czasem robią filmy, są niedofinansowani. Widocznie jest dużo ważniejszych spraw. A trudno mi się z tym pogodzić. Boli" – ocenił aktor.
Jan Frycz dość gorzko podsumował to, co dzieje się w kraju. Powiedział:
Mamy trudne czasy. Wokół się dzieją bardzo niedobre rzeczy. A my tu w Polsce... naprawdę, to jest wspaniały kraj. Jak czasem ląduję na tym lotnisku Okęcie, to jestem tak szczęśliwy, skądkolwiek bym nie wracał.