Jan Frycz był aktorem filmowym i teatralnym, który współpracował z całą plejadą innych artystów. Tuż po ogłoszeniu śmierci 72-latka sieć zalały wpisy wspominkowe od osób, które miały okazję poznać i działać zawodowo z Fryczem.
WIDEOJan Frycz trzykrotnie brał ślub. Historia kochliwego aktora
Gwiazdy żegnają Jana Frycza
Jana Frycza pożegnała m.in. pisarka Katarzyna Grochola, która pracowała z aktorem przy ekranizacji jej bestsellerowej powieści "Nigdy w życiu!" (72-latek w filmie z 2004 r. zagrał byłego męża głównej bohaterki, czyli Judyty). Autorka napisała:
Cudowny człowiek, wielki aktor, który witał mnie słowami: "Tylko nie dramatyzuj… Ale jak to zrobić?"
Filmowego ojca z "Nigdy w życiu!" pożegnała Joanna Jabłczyńska, która przypomniała fragment komedii romantycznej z 72-latkiem. W opisie podsumowała:
Coraz trudniejszy ten rok. I już nie ma jak powiedzieć na planie: "Tato, choooo".
Pożegnalny wpis o Janie Fryczu opublikował na Instagramie aktor Kamil Nożyński, który pracował z artystą na planie serialu "Ślepnąć od świateł" z 2018 r. Napisał:
Janku! To zaszczyt, że mogłem razem z tobą pracować. Uwielbiałem słuchać twoich rad i brałem je bardzo głęboko do serca. Widzieliśmy się jakiś czas temu na herbacie i mieliśmy się umówić na następną. Nasze rozmowy przez telefon nie należały do krótkich. Jako "naturszczykowi" w świecie aktorskim dodawałeś mi pewności siebie swoimi słowami. Nie jestem w stanie w tym momencie nic więcej napisać. Dziękuję za wszystko!
Krótki wpis żegnający Jana Frycza zamieściła w sieci również aktorka Adrianna Biedrzyńska. Pod wspólnym zdjęciem z kolegą z pracy napisała:
Wybitny aktor, cudowny kolega. Do zobaczenia, Janku.
Czarno-białe zdjęcie Jana Frycza umieściła na Instagramie również aktorka Anna Korcz. Śmierć kolegi podsumowała słowami:
Janku… coś ty nawyrabiał...
Jan Frycz nie żyje. Nie chciał rozmawiać o chorobie
Obszerny wpis o Janie Fryczu opublikował na Facebooku dziennikarz i krytyk filmowy Łukasz Maciejewski, który opisał swoją ostatnią rozmowę z 72-latkiem. Wspomniał:
Ostatnie lata to był niepokój. Większy, mniejszy niepokój. Jeżeli ktoś jest blisko, najbliżej, niemal jak rodzina, a on był – niepokój tylko się zwiększał. Był osobny i ja to szanowałem. Nie chciał mówić o chorobie, nie chciał się zwierzać. Milczenie.
"Najtrudniejszą, najpiękniejszą rozmowę odbyliśmy w lutym tego roku. Są takie rozmowy, które zapamiętuje się na zawsze, na całe życie. Ta będzie na pewno jedną z nich. Rozmowa pożegnalna. Długa i wstrząsająca. Wdzięczność za to, co się nam przydarzyło, bo taka przyjaźń przydarza się parę razy w życiu najwyżej. Wdzięczność obopólna. Wszystko wiem, (...) że gigant, że role, że wielki wielki, że nieporównywalny z nikim, że szorstki, że humor, że nie ma takiego drugiego. Ja to wszystko wiem przecież. Każdy wie. Ale dla mnie to był ktoś więcej. To był Janek" – dodał krytyk.
"Janek nie był łatwym człowiekiem. Potrafił być dotkliwy, nie zawsze go rozumiałem, nie zawsze potrafiłem sprostać jego gwałtowności, walczył ze słabościami, i nie tylko tę długą chorobę mam na myśli, ale myślę, że dzięki temu właśnie był tak bardzo ludzki. Człowiek. Człowiek i artysta. Jak rzadko to się dla mnie rymowało. (...) Gruboskórny najcieńszą delikatnością. Głos, uroda męska, inteligencja. Miał wszystko. Byłem świadkiem wybuchu jego kariery filmowej, telewizyjnej. Status gwiazdy, ale zawsze obok. Nie udzielał się, nie chciał. Osobny tak bardzo, jak tylko się dało. Konstruował modele statków, puszczał samoloty na wietrze, zabierał mnie czasami. Teraz, w obliczu śmierci Janka, przypominają się dziesiątki takich spotkań rozpisanych na lata" – napisał.